wtorek, 21 marca 2017

"Mój ojciec" cześć 3

C.D.


Gdy Ann zabiera karetka Steve zamierza przesłuchać Ross 'a. Czeka już na nich w piwnicy pałacu. Nie mają zbyt wiele czasu. Lou zawiadomił już CIA przylecą po niego za kilka godzin. 
 
- Panowie może się dogadamy? - facet jest wyluzowany i rozbawiony jak na kogoś kto spędzi przynajmniej dziesięć lat w więzieniu. 
- Próbujesz nas przekupić. - Danny nie może patrzeć na jego beztroskie gadanie od rzeczy. - Wyobraź sobie swoją przyszłość przestanie być ci wesoło. 
- Czego chciałeś od swojej córki? -wtrąca Steve.
- Nie wasza sprawa.
- Kim dla ciebie jest Harry Lang. - tak nazywał się zabity wspólnik. Jego kartoteka też nie jest za czysta. Przemyty, porwania i tym podobne rzeczy.
- Nic nie powiem.
- Z kim zaplanowałeś ten napad. - McGarrett traci cierpliwość.
- Nic... wam... nie... powiem.
- Mów człowieku będziesz mieć mniejszy wyrok. - krzyczy Danny.
- Chcę się widzieć z moją córką. - Ta prośba zdziwiła obu śledczych.
- Po co? Pozwoliłeś jej się wykrwawić. Zostawiłeś na pewną śmierć, a tak właściwie to ty do niej strzeliłeś? Czy wręczył cię twój kumpel? Po cholera ci ona była? - jeszcze chwila a komandor użył by siły aby wymusić zeznania na nim.
- Nic nie powiem dopóki nie porozmawiam z Ann. Jeśli załatwisz mi dziesięć minut sam na sam z moją córką podam ci nazwiska adresy wszystkich moich wspólników. To jest mój warunek. Jeśli nie, będę milczał, a CIA wsadzi mnie na kilka lat do więzienia. Potem wyjdę i znów spróbuję się z nią spotkać. - to wyznanie jest dla McGarrett jak płachta na byka. Żeby nie zrobić mu krzywdy wręcz wybiega z pokoju i stara się oczyścić umysł na korytarzu.
- Chcesz ją o to poprosić? - Danny wie co chodzi McGarrett 'owi po głowie. Wychodząc z pokoju widzi jak jego przyjaciel przechadza się po korytarzu myśląc.
- Możemy spróbować. Ale...
- Nie chcesz jej zmuszać. - kończy za przyjaciela. - Zapytać możemy.

 W szpitalu dowiadują się że dziewczyna nie doznała poważnych uszkodzeń. Kula przeszła na wylot i jej stan jest stabilny. Steve grzecznie puka do drzwi sali na której leży Ann.
- Hey. - wita się z uśmiechem.
- Hey. Złapaliście go?- pyta głosem pełnym nadziei.
- Tak. Jak się czujesz? - widok dziewczyny w takim stanie przytłacza Steva ale on sam nie wie dlaczego.
- Fizycznie? Okay. Pomijając dziurę w ramieniu jest super. Psychicznie? Właśnie zostałam drugi raz porzucona przez ojca tym razem chciał się mnie pozbyć na dobre, więc nie za dobrze.- po chwili ciszy dziewczyna spogląda raz na jednego raz na drugiego z mężczyzn w jej pokoju - Przepraszam was.- wyznaje - Byłam kompletna idiotką myśląc że przyjechał dla mnie.
- Nie przepraszaj. - przerywa jej Steve. Nie chce aby Ann zadręczała się z tego powodu - Muszę o coś zapytać. Czy wiesz po co przyjechał? Mówił ci…
- Na piąte urodziny kupił mi misia.- przerywa mu dziewczyna - Byłam wtedy najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem. W dzień kiedy uciekł zobaczyłam że obok misia leży trochę jego wnętrza. Jakby ktoś go rozerwał i wyjął wnętrze. Ale miś był cały. Jako mała ośmioletnia dziewczynka olałam sprawę. Odkąd do mnie przyszedł kilka razy wspomniał o tym misiu i wydawało mi się to normalne. W końcu to najszczęśliwsza rzecz jaką mi podarował. - Detektywi nie wiedzą do czego zmierza ta historia, ale nie przerywają dziewczynie. - Potem ta akcja z tym facetem. Niby groził że zabiję Roy 'a ale tak naprawdę nawet nie trzymał palca na spuście. Tylko ojciec błagał mnie żebym powiedziała gdzie jest ten cholerny miś. A kiedy nie udzieliłam odpowiedzi Roy... - dziewczyna milknie. - Kazał mu mnie usunąć. Tamten do mnie strzelił jakby nigdy nic.
- Gdzie jest ten miś?
- Zakopany. W skrzyni. Pokaże wam gdzie. - dziewczyna po wypisaniu ze szpitala udała się do swojego domu. W ogródku pod jedną z palm pokazała Steve'owi miejsce gdzie ma kopać. Niecały metr pod powierzchnią znajdowała się metalowa skrzynka. W środku był miś. Steve bez namysłu rozrywa mu na brzuchu szwy. W środku znajdowały się kluczyk i przyczepiony do niego woreczek. A w nim brylanty.
- Więc o to mu chodziło. - Ann wzdycha i odchodzi w stronę swojego domu. Kiedy odpowiednie służby zajęły się zabezpieczeniem diamentów, a Danny sprawdza do czego pasuje klucz Steve zamierza poprosić Ann o przysługę. Teraz będzie to jeszcze trudniejsze.
- Jak się czujesz? - pyta siadając obok niej na krześle. Z jej domu jest dokładnie taki sam widok na ocean jak w domu McGarrett 'a.
- Bywało lepiej. Napijesz się czegoś?
- Nie. Chciałbym ci coś... muszę ci coś przekazać. - dziewczyna wyczekuje na dalszy ciąg nic nie mówiąc. - Ross chce się z tobą spotkać.
- Postawił jakiś warunek?- widząc minę komandora upewnia się w swoim przekonaniu – Oczywiście że ma warunek…
- Poda nam w zamian cała listę współpracowników. Nie musisz tego robić... chciałem żebyś po prostu wiedziała.
- Dobrze. - odpowiada pełna przekonania. - Możemy to załatwić od razu. - zaskoczony Komandor nie jest pewny czy to dobry pomysł ale to szansa na złapanie wielu złych ludzi.

 Z Danno zawożą dziewczynę do biura.
- Nim tam wejdę. - zatrzymuje się tuż przed drzwiami. - Czy on naprawdę może mieć takie informacje? –pyta lekko wystraszona.
- Kontaktowaliśmy się z CIA. Potwierdzili że może mieć informacje istotne do zatrzymania wielu groźnych przestępców.  - wyznaje Danno.
- Okay. Zaczynamy. - zdeterminowana dziewczyna wchodzi do pokoju przesłuchań.
- Zamknijcie drzwi. - prosi mężczyzna przykuty do krzesła
- Nie. - Ann zerka na Steva porozumiewawczo i ten wie że ma tego wie robić. - Najpierw lista. Napiszesz wszystkie nazwiska których oni potrzebują.
- Ale potem ze mną porozmawiasz? - mężczyzna ewidentnie skruszony zależy mu na tej rozmowie. Dziewczyna przytakuje i wychodzi. W tym czasie Danny zapisuje zeznania Ross 'a.
- Jak ręka? - pyta dziewczyna.
- Już nie dokucza tak bardzo. - śmieje się Steve. - A twoja?
- Będzie kiepsko wyglądać gdy założę bikini ale mówi się trudno. -  z pokoju wychodzi Danny z zapisaną całą kartką nazwiskami przestępców z całego kontynentu. Widzi spojrzenia jakie wymieniają miedzy sobą Steve i Ann. Dziewczyna znów kokietuje jego przyjaciela.
- Możesz wejść.
- Nie zamykaj. - szepcze. - To wszystkie nazwiska. – przechodząc przez próg.
- Tak.- oznajmię jej ojciec
- Są prawdziwe?
- Najprawdziwsze... a teraz możemy...
- Okay. - dziewczyna odwraca się i wychodzi.
- Hey a ty dokąd? Obiecałaś mi rozmowę. - warczy Ross
- Upss... -.dziewczyna zaplanowała to od początku taka jej mała zemsta.
- Okłamałaś mnie? –szok jaki czuje jest wręcz namacalny.
- Oj i jakie to uczucie... Tato? - porządnie wkurzony więzień krzyczy obraźliwe słowa pod adresem córki, ale ta nic sobie z tego nie robi wychodzi i drzwi do pokoju przesłuchań zamykają się.
- Serio? Oszukałaś go? - Danny nie może uwierzyć w taki podstęp. Jest pełen podziwu dla jej podstępu.
- Mam to w genach. - drwi dziewczyna. - poza tym inaczej nie dał by wam tych nazwisk a ja bardzo chciałam pokazać mu jak boli kłamstwo. Chociaż czy on w ogóle ma jakieś uczucia?
- Nie będziesz tego żałować?  - Steve nie jest pewny czy dziewczyna racjonalnie oceniła sytuacje ale akceptuje jej decyzje.
- Tego nie wiem, ale jeśli cię to ciekawi to kiedyś dam ci znać. - rzuca jeszcze figlarne spojrzenie Steve 'owi. - Detektywie Williams. - odwraca się i odchodzi rzucając - Do zobaczenia Komandorze McGarrett. - i znika za drzwiami.
- Czy mnie się wydaje czy ona Cię pokrywała? - Steve uśmiecha się bo wie że Danno ma rację.
- Daj sobie spokój.- uspokaja przyjaciela
- Nie, nie, nie. Nie wymigasz się tak łatwo. Dziewczyna cię podrywa a ty stoisz obojętnie.
- Właśnie wsadziłem jej ojca do wwiezienia. Mam ja teraz na randkę zaprosić?
- Nie poczekaj do procesu... - drwi. - jasne że teraz człowieku. To najlepszy moment. Nie mów ze ci się nie podoba?
- To ja zdecyduje kiedy będzie najlepszy moment. - odpowiada McGarrett.  Kończąc tą konwersację.


Oto cześć trzecia:) C.D.N. :)
 

poniedziałek, 13 marca 2017

"Mój ojciec" część 2

C.D.


Steve nie zawraca sobie już głowy swoim rozstaniem z Lynn, bo gdy późnym popołudniem Lou zadzwonił do niego z informacją że znalazł Ross 'a, Steve myśli teraz tylko o nim. Razem z Danno wpada do biura jak opatrzony i oczekuje szybkiego raportu od Grover 'a.
- Spokojnie. Mówiąc mamy go miałem na myśli że jestem na jego tropie. - Lou wyraźnie zadowolony ze swojej pracy irytuje trochę McGarrett 'a ale ten nie daje mu tego odczuć. 
- Mów co masz. 
- Facet jeździł po całym kraju, ale nie tylko, był na całym świecie. Nie mam jeszcze żadnych potwierdzonych informacji z Europy, ale mam znajomego który znalazł na kilku nagraniach Ross 'a lecącego a to do Paryża a to do Norwegii. Zastanowiło mnie to. Tak jakby szukał czegoś. I już wiem czego. W kraju był w tych miejscach.-  Na ekranie pojawia się mapa a na niej zaznaczone kilkanaście miast. - Był w Nowym Jorku, Bostonie, potem poleciał do Chicago, ale był tam tylko kilka godzin i znów ruszył w drogę. Ostatnie dwa miesiące spędził w San Diego i Los Angeles a teraz jest na Hawajach. 
- Dalej nie widzę związku. - Danny sceptycznie podchodzi do wywodu Lou.
- Danny co zrobiłeś kiedy Rachel zabrała Grace na Hawaje?
- Pojechałem za nią... - detektyw rozumie już o co chodzi. - On szuka swojej córki? 
- Dlaczego nie przyleciał od razu tutaj? 
- Dziewczyna mówiła że uciekała przed opieką społeczną od piętnastego roku życia. Z pewnością latała po świecie. - tłumaczy Steve.
- To prawda kiedy jej matka zmarła uciekła do Nowego Jorku ale tam ja znaleźli i znów uciekła ale poza granice kraju. Wróciła dopiero w wieku dwudziestu jeden lat. I zajrzała do Chicago, potem była w każdym z tych miast aż osiadła tutaj. 
- Wiec on wie że jego córka tu jest.  
- Nie zmieniła nazwiska nie trudno będzie ja znaleźć. - Steve boi się że dziewczyna może być w niebezpieczeństwie. W końcu sama mówiła że nienawidzi ojca a nie wiadomo jak zareaguje na odrzucenie. - Trzeba do niej jechać. - Jak postanowił tak też zrobił. W godzinę dotarli pod dom dziewczyny. Byli tam dzień wcześniej ale tym razem coś nie gra. Nie ma samochodu garaż jest zamknięty a dziewczyna nie otwiera. Kiedy jednak Steve próbuje otworzyć drzwi okazuje się że nie są zamknięte. Detektyw Williams od razu łapie za broń w ślad za nim idzie McGarrett. Wchodzą do środka uważnie się rozglądając.- Ann.-  wola Steve. Czuje wyrzuty sumienia że ja zostawili bez ochrony. Nagle jednocześnie słychać wyjeżdżający samochód z garażu a przez taras ucieka dziewczyna. Danny bez namysłu biegnie do drzwi, Steve 'owi pozostaje biec za dziewczyną. Na tarasie już jej nie ma, ale kiedy zeskakuje do ogrodu ni stąd ni zowąd zostaje uderzony czymś metalowym w nogi. Oszołomiony zauważa tylko że dziewczyna przebiega obok. W ostatniej chwili łapie ją za kostkę i podnosi się. Zaraz potem otrzymuje od niej serię ciosów. Nie takich dziewczęcych ale porządnych wypracowanych i wyćwiczonych u najlepszego trenera. Mimo jej starań powala ją na ziemię. Już prawie jest skuta kiedy jakimś cudem wyrywa się i uderza z całej siły metalową rurką w przedramię komandora a później jeszcze w prawą nogę.
- Nie chcę cię skrzywdzić. Ale nie pozwolę wam go znów sobie odebrać. - dziewczyna naprawdę ma w oczach łzy i żałuję tego co zrobiła. Ucieka przez ogrodzenie i mimo iż Danny celuje do niej nie strzela. Podbiega do partnera i pomaga mu wstać.
- Co się stało? - pyta zszokowany wyglądem przyjaciela.
- Nie jest taka bezbronna na jaką wyglądała. - syczy Steve trzymając się za przedramię.

Potłuczona ręka, siniaki na nogach i brzuchu to nic w porównaniu z urażonym ego komandora Steva McGarrett  'a. Teraz na pewno nie odpuści dziewczynie ani jej ojcu. W biurze czeka na nich Lou. Jest zdziwiony wyglądem szefa.
- A tobie co się stało? - pyta. - Ten Ross musi być naprawdę groźny.
- Raczej "ta". - poprawia go Danno z charakterystycznym uśmiechem na twarzy.
- Dziewczyna...- nim Lou zdąży dokończyć zdanie Danny ucisza go. Nie chce jeszcze bardziej ośmieszyć McGarrett 'a.
- Powiedz że coś masz.
- Samochód porzucił kilka ulic dalej. Dziewczyny nie ma na żadnej z kamer. - Steve jest porządnie wkurzony. Jak mógł się tak nabrać.
- Zablokujcie jej konta. Dajcie jej zdjęcie do wszystkich patroli całe Oahu ma jej szukać. Sprawdź wszystkie jej ruch przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny.
- A ty dokąd? - Danno pyta wychodzącego przyjaciela.
- Odreagować. - McGarrett przez słowo odreagować ma na myśli przejażdżkę. W swoim jeep 'ie może pomyśleć i odetchnąć. Chociaż wolałby auto Danno, cieszy się z niezbyt dużej prędkości. Po zachodzie słońca Honolulu jest piękne i można się naprawiać tym widokiem tylko kiedy nie wciska się pedału gazu do samej podłogi.

Kolejny dzień przychodzi szybko. Jak dla Steva nawet za szybko. Ręka pulsuje mu w rytm bicia serca i przypomina o wczorajszym wieczorze. Boli go wszystko. Ku jego zaskoczeniu w swoim domu zastaje Danno. Z pytaniem "Co ty tu robisz?" wypisanym na twarzy stoi w progu kuchni czekając na słowną odpowiedz przyjaciela.
- Kawa dla ciebie. - podaje mu kubek - Tak jak lubisz z masłem. - akcentuje słowo "masło" z wielkim uśmiechem.
- Danny? - Steve nie wie czy przyjaciel robi mu kawę tak po przyjacielsku czy chce mieć na niego oko po wczorajszych przejściach.- Nie musisz mnie niańczyć.
- Nie robię tego. Chciałem się napić z tobą kawy przed wyjściem do pracy czy to coś złego? - urażona mina przyjaciela przekonuje Steva. Po wypiciu kawy jadą do pracy, każdy swoim samochodem. Kilometr przed biurem do McGarrett 'a przychodzi wiadomość. "Spotkaj się ze mną. Za chwilę wyśle ci adres. Ann". Czego ona chce? Kolejna wiadomość i McGarrett bez namysłu zmienia kierunek jazdy. Danny we wstecznym lusterku widzi co robi jego przyjaciel a że ten nie odbiera od niego telefonu zawraca i śledzi go. Dociera na wzgórze za miastem. Jeszcze raz próbuje zadzwonić do McGarrett 'a tym razem skutecznie.
- Steve co się dzieje?
- Dzwoniła że chce się spotkać.
- Kto?
- Ann Ross. - Danno przez przednią szybę widzi jak McGarrett zatrzymuje furgonetkę i miga światłami. Danny parkuje na poboczu i przechodzi do auta przyjaciela. - Będzie za tym zakrętem. - Steve rusza nie dając dojść do słowa Williams 'owi. Kiedy dostrzega dziewczynę stojąca nonszalancko oparta o karoserię starej impali wzbiera w nim złość. Wyskakuje z auta i idzie stanowczym krokiem w kierunku dziewczyny. Danny wybiega za nim, mimo jego protestów Steve nie rezygnuje.
- Ręce na maskę. - krzyczy zbliżając się. - Już. Odwróć się i ręce na maskę. - dziewczyna jednak nic nie robi sobie z jego rozkazów i dalej stoi patrząc prosto w oczy zbliżającego się Komandora. Kiedy ten już chce użyć siły Danny łapie go za łokieć i odciąga.
- Steve uspokój się. - spokojny ton przyjaciela ściąga McGarrett 'a na ziemię, ale nie minęła mu złość.
- To moja sprawka? - dziewczyna pyta niewinnym głosem wskazując na zabandażowana rękę Steva. Nie dostaje odpowiedzi, wie że to przez nią. - Przepraszam. Nie chciałam tak mocno uderzyć.
- Czego chcesz? - Danno stara się nie dopuścić Steva do głosu bo wie jakie ma nastawienie.
- Oczyścić ojca z zarzutów. - wyznaje.
- Oczyścić? On jest winny... obronił bank...zabił...
- Nie mówię że nie. Ale nie zrobił tego z własnej woli.
- Co to znaczy?- śledczych wciąż nie opuszcza przeczucie że dziewczyna gra na czas.
- Został zmuszony do napadu, morderstwa i do opuszczenia rodziny.
- Mówiłaś że go nienawidzisz i pomożesz go zamknąć. Co takiego się stało że zmieniłaś zdanie?
- Wyjaśnił mi wszystko. Twój ojciec nigdy nie zrobił czegoś czego nie rozumiałeś? Przez co go nienawidziłeś? - Steve nie odpowiada bo pamięta jak ojciec odesłał go i siostrę. Dziewczyna wykorzystuje tą chwilę zawahania. - Właśnie. On naprawdę chcę się poprawić i chcę być obecny w moim życiu.
- Więc kto mu grozi? - wspólne doświadczenia zmieniają nieco patrzenie Steva na zachowanie dziewczyny.
- Nie wiem, ale mam dla was coś co możecie traktować jako wstępne zeznanie. - Ann odwraca się a za nią na masce auta leży laptop. Na ekranie pojawia się połączenie internetowe i wskakuje obraz Roy 'a. - Chce wam powiedzieć całą prawdę. Tato.
- Witam. Panowie McGarrett i Williams jak mniemam. Ann już wyjaśniła wam co jest grane. Chcę się uwolnić od typów którzy grożą mi i mojej córce. Odpowiem za wszystko co złego zrobiłem, ale proszę pomóżcie zamknąć tego... - nagle mężczyzna odwraca wzrok od kamerki internetowej i słychać jakiś obcy głos, rozpętuje się szarpanina i mężczyzna znika z przed ekranu ale nadal słychać odgłosy bójki.
- Tato... - Ann próbuje poprawić obraz ale ten nagle znika. - Tato... - krzyczy. - Cholera jasna. - szybko zamyka komputer i wskakuje do auta odjeżdżają z piskiem opon. Steve i Danny bez namysłu ruszają za nią. Kiedy tylko zapalają i auto rusza nadziewają się na pułapkę. Rozsypane na drodze gwoździe dziurawią opony i detektywi stoją.
- Cholera szybko Danny kluczyki. - wszystko dzieje się w ekspresowym tempie. Steve biegnie po samochodu detektywa. Podjeżdża i ten wsiada. Niestety dziewczyna zdążyła uciec. - Zgubiliśmy ją. - wkurzony Steve wali ręką o kierownice aż czuje to w obolałym ramieniu.
- Bez obaw. - Danny spokojny jak na okoliczności wyjmuje telefon i uruchamia aplikacje. - Podrzuciłem jej GPS. - wyjaśnia. Steve jest mile zaskoczony i dumny z przyjaciela.
- Jesteś niesamowity. - wyznaje.
- Wiem. Pojechała na północ.

 Gdy podjeżdżają na miejsce widzą nowy domek wypoczynkowy na podjeździe stoi samochód Ann i jeszcze dwa inne. Danny i Steve wzywają posiłki i zakładają kamizelki. Przygotowani na najgorsze wchodzą na posesję. Nikogo wokoło nie ma. Przynajmniej tak im się wydaje. Podchodząc bliżej okazuje się że przed domen na trawniku leży Ann. Nie rusza się. Steve podbiega do niej ostrożnie. Na ramieniu dziewczyny odkrywa ranę po postrzale. Wokoło jest mnóstwo krwi. Sprawdza jej stan. Puls jest słaby ale wyczuwalny. Daje znać Danny 'emu żeby sprawdził dom. Nie chce zostawiać dziewczyny samej ale partnera tez nie może zostawić. Na tyłach domu Ross i jakiś mężczyzna kłócą się. Jeden ma broń. Steve daje znak i z przyjacielem ruszają na przestępców.
- Five 0 rzuć broń.
- Ross poddaj się. - przekrzykują się nawzajem. Mężczyzna który trzyma broń zamierza się bronić ale Steve oddaje trzy strzały i napastnik leży. Ross pada na kolana i zaplata ręce za głową. Gdy Danny go skuwa podjeżdża patrol. Steve sprawdza tego do którego strzelił. Nie żyje. Gdy widzi że sytuacja jest opanowana biegnie z powrotem do dziewczyny.
- Ann? - próbuje ją obudzić ale nic z tego. Puls słabnie z sekundy na sekundę. Jeśli zaraz nie otrzyma odpowiedniej pomocy umrze a Steve zdaje sobie z tego sprawę. Dziewczyna odzyskuje przytomność.
- Przepraszam. - szepcze. - Byłam głupia. Wierzyłam że wrócił po mnie. - Ann płacze a Steve modli się o szybki przyjazd karetki. Żal mu jej. Własny ojciec najpierw ja zostawił a potem oszukał. Tylko po co? Skoro nie chciał naprawić ich relacji to po co szukał jej po całych stanach? Do czego była mu potrzebna?





C.D.N.


Część druga zakończona :) Miłego czytania :)