Gdy Ann zabiera karetka Steve zamierza przesłuchać Ross 'a. Czeka już na nich w piwnicy pałacu. Nie mają zbyt wiele czasu. Lou zawiadomił już CIA przylecą po niego za kilka godzin.
- Panowie może się dogadamy? - facet jest wyluzowany i rozbawiony jak na kogoś kto spędzi przynajmniej dziesięć lat w więzieniu.
- Próbujesz nas przekupić. - Danny nie może patrzeć na jego beztroskie gadanie od rzeczy. - Wyobraź sobie swoją przyszłość przestanie być ci wesoło.
- Czego chciałeś od swojej córki? -wtrąca Steve.
- Nie wasza sprawa.
- Kim dla ciebie jest Harry Lang. - tak nazywał się zabity wspólnik. Jego kartoteka też nie jest za czysta. Przemyty, porwania i tym podobne rzeczy.
- Nic nie powiem.
- Z kim zaplanowałeś ten napad. - McGarrett traci cierpliwość.
- Nic... wam... nie... powiem.
- Mów człowieku będziesz mieć mniejszy wyrok. - krzyczy Danny.
- Chcę się widzieć z moją córką. - Ta prośba zdziwiła obu śledczych.
- Po co? Pozwoliłeś jej się wykrwawić. Zostawiłeś na pewną śmierć, a tak właściwie to ty do niej strzeliłeś? Czy wręczył cię twój kumpel? Po cholera ci ona była? - jeszcze chwila a komandor użył by siły aby wymusić zeznania na nim.
- Nic nie powiem dopóki nie porozmawiam z Ann. Jeśli załatwisz mi dziesięć minut sam na sam z moją córką podam ci nazwiska adresy wszystkich moich wspólników. To jest mój warunek. Jeśli nie, będę milczał, a CIA wsadzi mnie na kilka lat do więzienia. Potem wyjdę i znów spróbuję się z nią spotkać. - to wyznanie jest dla McGarrett jak płachta na byka. Żeby nie zrobić mu krzywdy wręcz wybiega z pokoju i stara się oczyścić umysł na korytarzu.
- Chcesz ją o to poprosić? - Danny wie co chodzi McGarrett 'owi po głowie. Wychodząc z pokoju widzi jak jego przyjaciel przechadza się po korytarzu myśląc.
- Możemy spróbować. Ale...
- Nie chcesz jej zmuszać. - kończy za przyjaciela. - Zapytać możemy.
W szpitalu dowiadują się że dziewczyna nie doznała poważnych uszkodzeń. Kula przeszła na wylot i jej stan jest stabilny. Steve grzecznie puka do drzwi sali na której leży Ann.
- Hey. - wita się z uśmiechem.
- Hey. Złapaliście go?- pyta głosem pełnym nadziei.
- Tak. Jak się czujesz? - widok dziewczyny w takim stanie przytłacza Steva ale on sam nie wie dlaczego.
- Fizycznie? Okay. Pomijając dziurę w ramieniu jest super. Psychicznie? Właśnie zostałam drugi raz porzucona przez ojca tym razem chciał się mnie pozbyć na dobre, więc nie za dobrze.- po chwili ciszy dziewczyna spogląda raz na jednego raz na drugiego z mężczyzn w jej pokoju - Przepraszam was.- wyznaje - Byłam kompletna idiotką myśląc że przyjechał dla mnie.
- Nie przepraszaj. - przerywa jej Steve. Nie chce aby Ann zadręczała się z tego powodu - Muszę o coś zapytać. Czy wiesz po co przyjechał? Mówił ci…
- Na piąte urodziny kupił mi misia.- przerywa mu dziewczyna - Byłam wtedy najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem. W dzień kiedy uciekł zobaczyłam że obok misia leży trochę jego wnętrza. Jakby ktoś go rozerwał i wyjął wnętrze. Ale miś był cały. Jako mała ośmioletnia dziewczynka olałam sprawę. Odkąd do mnie przyszedł kilka razy wspomniał o tym misiu i wydawało mi się to normalne. W końcu to najszczęśliwsza rzecz jaką mi podarował. - Detektywi nie wiedzą do czego zmierza ta historia, ale nie przerywają dziewczynie. - Potem ta akcja z tym facetem. Niby groził że zabiję Roy 'a ale tak naprawdę nawet nie trzymał palca na spuście. Tylko ojciec błagał mnie żebym powiedziała gdzie jest ten cholerny miś. A kiedy nie udzieliłam odpowiedzi Roy... - dziewczyna milknie. - Kazał mu mnie usunąć. Tamten do mnie strzelił jakby nigdy nic.
- Gdzie jest ten miś?
- Zakopany. W skrzyni. Pokaże wam gdzie. - dziewczyna po wypisaniu ze szpitala udała się do swojego domu. W ogródku pod jedną z palm pokazała Steve'owi miejsce gdzie ma kopać. Niecały metr pod powierzchnią znajdowała się metalowa skrzynka. W środku był miś. Steve bez namysłu rozrywa mu na brzuchu szwy. W środku znajdowały się kluczyk i przyczepiony do niego woreczek. A w nim brylanty.
- Więc o to mu chodziło. - Ann wzdycha i odchodzi w stronę swojego domu. Kiedy odpowiednie służby zajęły się zabezpieczeniem diamentów, a Danny sprawdza do czego pasuje klucz Steve zamierza poprosić Ann o przysługę. Teraz będzie to jeszcze trudniejsze.
- Jak się czujesz? - pyta siadając obok niej na krześle. Z jej domu jest dokładnie taki sam widok na ocean jak w domu McGarrett 'a.
- Bywało lepiej. Napijesz się czegoś?
- Nie. Chciałbym ci coś... muszę ci coś przekazać. - dziewczyna wyczekuje na dalszy ciąg nic nie mówiąc. - Ross chce się z tobą spotkać.
- Postawił jakiś warunek?- widząc minę komandora upewnia się w swoim przekonaniu – Oczywiście że ma warunek…
- Poda nam w zamian cała listę współpracowników. Nie musisz tego robić... chciałem żebyś po prostu wiedziała.
- Dobrze. - odpowiada pełna przekonania. - Możemy to załatwić od razu. - zaskoczony Komandor nie jest pewny czy to dobry pomysł ale to szansa na złapanie wielu złych ludzi.
Z Danno zawożą dziewczynę do biura.
- Nim tam wejdę. - zatrzymuje się tuż przed drzwiami. - Czy on naprawdę może mieć takie informacje? –pyta lekko wystraszona.
- Kontaktowaliśmy się z CIA. Potwierdzili że może mieć informacje istotne do zatrzymania wielu groźnych przestępców. - wyznaje Danno.
- Okay. Zaczynamy. - zdeterminowana dziewczyna wchodzi do pokoju przesłuchań.
- Zamknijcie drzwi. - prosi mężczyzna przykuty do krzesła
- Nie. - Ann zerka na Steva porozumiewawczo i ten wie że ma tego wie robić. - Najpierw lista. Napiszesz wszystkie nazwiska których oni potrzebują.
- Ale potem ze mną porozmawiasz? - mężczyzna ewidentnie skruszony zależy mu na tej rozmowie. Dziewczyna przytakuje i wychodzi. W tym czasie Danny zapisuje zeznania Ross 'a.
- Jak ręka? - pyta dziewczyna.
- Już nie dokucza tak bardzo. - śmieje się Steve. - A twoja?
- Będzie kiepsko wyglądać gdy założę bikini ale mówi się trudno. - z pokoju wychodzi Danny z zapisaną całą kartką nazwiskami przestępców z całego kontynentu. Widzi spojrzenia jakie wymieniają miedzy sobą Steve i Ann. Dziewczyna znów kokietuje jego przyjaciela.
- Możesz wejść.
- Nie zamykaj. - szepcze. - To wszystkie nazwiska. – przechodząc przez próg.
- Tak.- oznajmię jej ojciec
- Są prawdziwe?
- Najprawdziwsze... a teraz możemy...
- Okay. - dziewczyna odwraca się i wychodzi.
- Hey a ty dokąd? Obiecałaś mi rozmowę. - warczy Ross
- Upss... -.dziewczyna zaplanowała to od początku taka jej mała zemsta.
- Okłamałaś mnie? –szok jaki czuje jest wręcz namacalny.
- Oj i jakie to uczucie... Tato? - porządnie wkurzony więzień krzyczy obraźliwe słowa pod adresem córki, ale ta nic sobie z tego nie robi wychodzi i drzwi do pokoju przesłuchań zamykają się.
- Serio? Oszukałaś go? - Danny nie może uwierzyć w taki podstęp. Jest pełen podziwu dla jej podstępu.
- Mam to w genach. - drwi dziewczyna. - poza tym inaczej nie dał by wam tych nazwisk a ja bardzo chciałam pokazać mu jak boli kłamstwo. Chociaż czy on w ogóle ma jakieś uczucia?
- Nie będziesz tego żałować? - Steve nie jest pewny czy dziewczyna racjonalnie oceniła sytuacje ale akceptuje jej decyzje.
- Tego nie wiem, ale jeśli cię to ciekawi to kiedyś dam ci znać. - rzuca jeszcze figlarne spojrzenie Steve 'owi. - Detektywie Williams. - odwraca się i odchodzi rzucając - Do zobaczenia Komandorze McGarrett. - i znika za drzwiami.
- Czy mnie się wydaje czy ona Cię pokrywała? - Steve uśmiecha się bo wie że Danno ma rację.
- Daj sobie spokój.- uspokaja przyjaciela
- Nie, nie, nie. Nie wymigasz się tak łatwo. Dziewczyna cię podrywa a ty stoisz obojętnie.
- Właśnie wsadziłem jej ojca do wwiezienia. Mam ja teraz na randkę zaprosić?
- Nie poczekaj do procesu... - drwi. - jasne że teraz człowieku. To najlepszy moment. Nie mów ze ci się nie podoba?
- To ja zdecyduje kiedy będzie najlepszy moment. - odpowiada McGarrett. Kończąc tą konwersację.
Oto cześć trzecia:) C.D.N. :)