C.D.
Steve jest przekonany że kawaleria przybyła. Teraz Ross jest w potrzasku a Ann trzeba szybko zabrać do szpitala. Jednak o twarzy Roy 'a nie można powiedzieć, że wyraża strach. Wręcz odwrotnie. Jest podekscytowany. Tylko czym?
-Rzuć broń. - słyszy za sobą głos dziewczyny. Każde słowo wypowiada jakby sprawiało jej to więcej bólu niż rany które nosi.
- Nie odważysz się. - śmieje się z niej. - Jesteś zbyt nieudolna. Uwierzyłaś że wróciłem dla ciebie. - pada kolejny strzał tym razem miedzy nogami Ross 'a. Ten znów się śmieje. Steve ma tysiąc myśli na sekundę. Ma plan ale jak go zrealizować kiedy na szali jest życie dziewczyny.- Moja droga... zrobię porządek z tym facetem a potem porozmawiamy. - Ross znów celuje w McGarrett 'a.
- Nie waż się go tknać. - krzyczy przez zaciśnięte zęby dziewczyna.
- Oj... moja mała córeczka się zakochała. To słodkie, ale i obrzydliwe on jest za stary dla ciebie córeczko. Niestety, wiele ludzi podziekuje mi, że usunąłem McGarrett 'a z tej wyspy więc, ... -chwilę myśli chyba chce znów zacząć jakąś durną zabawę - żebyś nie mówiła że nie dałem ci szansy... masz jeden strzał. Jeśli trafisz to ocalisz swojego chłopaka... Czekam. - żartuje sobie z niej. Wie że nie da rady strzelić celnie z dziurą w ramieniu. Jednak ku zaskoczeniu Steva Ann strzela... celnie. Ross w szoku puszcza broń. Z rany na środku brzucha leje się krew. Nim szok mija McGarrett odsuwa broń Ross 'a kontem oka zauważa jak Ann osuwa się opierając głowę o futrynę drzwi.
-Hej. Trzymaj się. - jej puls słabnie.
-Zrobiłam to. - szepcze. - Zabiłam go. Teraz mogę... zabierzesz mnie na kolacje komandorze? Jest mi zimno... - Steve wie że jeśli zaraz nie znajdzie się w szpitalu umrze. Nie może jej stracić.
- Zabiorę cię wszędzie tylko trzymaj się. - szuka telefonu. Gdzie do cholery jest to wsparcie? Mysli i w tym samym momencie do domu wpada Chin i Danny. Za nimi Lou i cała jednostka SWAT. Ale pogotowia ani śladu- Gdzie ratownicy? - pyta przyjaciela.
- Jakaś kraksa wszyscy tam pojechali... - Danny widząc stan Ann szybko podejmuje decyzję - Zbieraj się zawieziemy ją sami. - w kilka minut docieraja do szpitala. Gdy Ann zabieraja na salę operacyjną ze Steva zachodzą cale emocje i napięcie jakie w sobie trzymał. Siada na ziemi popierając ścianę a łzy ciekna mu po policzkach. Danny siada obok i nie wie co powiedzieć. To straszne co musi teraz czuć Steve.
- Ona nie może umrzeć - szepcze komandor.
- I tego nie zrobi... Steve sam mi kiedyś mówiłeś, że pownienem myśleć pozytywnie. Teraz ty musisz zrobić to samo. - po kilku godzinach do Steva i Danny 'ego wychodzi lekarz .
- Komandorze zrobiliśmy co w naszej mocy...
- Co z nią? - McGarrett dłużej nie wytrzyma tej niepewności.
- Straciła mnóstwo krwi...
- Do jasnej cholery powie mi pan...
- Steve uspokuj się. - gani go przyjaciel. Ten oddycha głęboko aby się uspokoić. Kiedy asytuacja jest opanowana lekarz kontynuuję
- Panna Ross. - Steve na dźwięk tego nazwiska chce znów krzyknąć ale w pore się opanowuje. - To była ciężka operacja i...
- Panie doktorze konkrety. - Danny też już ma dość tego ogólnego gadania.
- Ann żyje, ale nie daje gwarancji że przeżyje noc. - no i dostali o co prosili. Konkret że nie ma co. Gdy tylko przewieziono pacjentke na salę Steve mimo zakazów lekarza usiadł na krześle i trzymając Ann za rękę siedział tak do rana, mimo namowy przyjaciela nie zostawia jej nawet gdy pojechała na badanie. Nadzieja na pozytywne rozwiązanie gasła gdy Ann nie budziła się po osiemnastu godzinach od operacji. Wtedy McGarrett pierwszy raz odszedł od jej łóżka. Trzy sale dalej leży on. Przeżył postrzał a ona nie ma już szans. Zabił ją. To jego wina. Nie powinien żyć. Leży przytomny pod kroplówką. Ogromna złość wzbiera w komandorze. Zamyka drzwi na klucz i wyjmuje broń. Jest zdeterminowany. Dokończy to co zaczęła Ann. Podchodząc do Ross 'a mierzy mu prosto w skroń. ten nic nie mówiąc patrzy na McGarrett 'a. Te oczy. Takie same ma Ann. To jedyny dowód na to że jest jej ojcem. Jak mogą być tak podobne do jej... wręcz identyczne... Nie może. Nie da rady zabić go z zimną krwią. Nie jest taki. Gdy wraca do Ann ta wciąż śpi. Steve już zaczyna odchodzić od zmysłów. Jedna randka. Tylko tyle dostał od losu. Żałuje strasznie że kolejne są pod ogromnym znakiem zapytania. Kiedy tak siedzi z opartą głową o jej dłoń czuje nagle że ktoś gładzi jego włosy. Podnosi wzrok a tam piękne oczy patrzą na niego zamglonym wzrokiem. Obudziła się. w pierwszej chwili myśli że to sen. Jednak to jawa ona żyje. Takiej radości nie można opisać.
-Steve - dziewczyna ledwo mówi. - Wyglądasz okropnie.
- Ty też - śmieje się.
- Ja miałam trzy kule... ty jaką masz wymówkę ? - jest dobrze jeśli sarkazm jej wrócił jest dobrze, myśli McGarrett.
Po kilku tygodniach Ann wyszła ze szpitala. Pogodzona z myślą że nie zabiła ojca i że on gdzieś tam jest. Steve upewnił się, że Ross już nigdy nie wyjdzie zza krat. Razem zaplanowali podróż. Niezbyt daleką, ale jednak wspólna. Oddział został pod opieką Danno. Nie był zachwycony tym faktem ale nie miał wyjścia. Oczywiście użył wszelkich argumentów żeby Steve nie wyjeżdżał. Koniec końców pogodził się z tym. McGarrett za to był zachwycony wyjazdem z Ann do Los Angeles. Postanowił nawet że odwiedzi swojego starego kumpla z Navy. Jedne co wie że to będzie najlepszy urlop w jego życiu.
The End :)
Więc koniec. Oby dobrze się czytało.... życzę wam tego. :)
Teraz zajmę się drugim blogiem :) Musze odpocząć od McDanno :) Do zobaczenia :)
niedziela, 16 kwietnia 2017
niedziela, 9 kwietnia 2017
"Mój ojciec" część 6
C.D.
Wszystko dzieje się jak w slow motion. Steve biegnie co sił w nogach. Padają strzały z karabinu maszynowego. Ann kilka razy podryguje i pada na ziemię bez ruchu. Z gardła komandora wydobywa się głośny krzyk i mimo iż nie ma to najmniejszego sensu wystrzelał w stronę odpływającej motorówki cały magazynek. Potem już tylko zostaje mu doczołgać się do rannej. Dziewczyna jest nieprzytomna i cała we krwi. Steve jest w stanie wywnioskować że krwawi z ramienia, uda i prawego boku. Bez namysłu bierze ją na ręce i wnosi do domu. Kiedy kładzie ją na kanapie Ann odzyskuje przytomność.
-Steve?- ma głos pełen bólu co dobija McGarrett 'a jeszcze mocniej. Czuje ogromną winę i z pewnością długo sobie nie zapomni tego zaniedbania.
-Ann. Leż spokojnie.
-Czy ja...
-Cii...- uspokaja ją. Sam nawet nie chce myśleć co może się z nią stać. - Będzie dobrze. Byłaś już w takiej sytuacji... Pamiętasz? Jesteś twarda. - próbuje przekonać i ją i siebie. Przed domem parkują dwa auta. Słychać zatrzaskiwane drzwi i dźwięk przeładowywanej broni. McGarrett biegnie sprawdzić sytuację. Dwóch uzbrojonych mężczyzn idzie w kierunku domu. Jeden z nich to znany McGarrett 'owi płatny morderca. Ross musiał zwiać, żeby wydać wyrok na swoją córkę. Steve wyjmuje swój telefon ale wyświetla się brak sieci. Szybko wraca do Ann i wyjmuje jej komórkę. niestety na niej też brak zasięgu. Muszą blokować ich sygnał - myśli Steve.
- Jak źle jest? - dziewczyna słabnie, ale wciąż ma przytomny umysł.
- Otoczyli dom. - wyjaśnia szczerze. Mimo jej stanu nie chce jej okłamywać.
- Garaż. W garażu jest moja impala. Naprawiłam ją. Za schodami jest zejście do garażu.- Steve szybko sprawdza to co Ann mu powiedziała i w kilka sekund komandor i ranna są w samochodzie.
- Nie będzie ci żal że rozwalę nim drzwi? - to pytanie ma na celu odwrócenie uwagi od jej stanu.
- Najwyżej zapłacisz za lakiernika. - Steve śmieje się i naciska pedał gazu.
-Schyl głowę. - wyjeżdża z piskiem opon taranując drzwi i samochód napastników. Ci strzelają do nich aż nie znikają za zakrętem. Jednak nie udaje im zbiec za daleko. Strzały przebiły oponę i przewód paliwa. Auto stanęło po przejechaniu nieco ponad dwie mile. Na szczęście odzyskali łączność. - Danny. - krzyczy do telefonu z ulgą. - Dopadli nas w domu Ann. Jest ranna. Nie dam rady dowieść jej do szpitala. Będziemy czekać na pomoc u mnie w domu. Pospiesz się stary. Jest naprawdę źle. - rozłącza się i porzuca samochód zabierając Ann na rękach do swojego domu.
Tam kładzie ją na sofie i barykaduje wszystkie wejścia. Przynosi całą broń jaką ma w domu, a jest tego sporo, kładzie na stole. Jedną sztukę podaje ledwo przytomniej dziewczynie.
- Ann, słyszysz mnie? - dziewczyna otwiera oczy ale widać ze słabnie z każdą minutą. - Wytrzymasz?
- A mam inne wyjście? - Ann bierze broń od McGarrett 'a i upuszcza na podłogę. - Przepraszam.
- Nic się nie stało. - uspokaja ją Steve, ciężko mu jest na to patrzeć.
- Dziękuję. Za to co dla mnie robisz.
- Spokojnie wyjdziesz z tego i podziękujesz mi kolacją.
- Mogę nie mieć okazji...
-Będziesz miała... zaufaj mi...
-Steve...-dziewczyna wskazuje na drzwi do tarasu. Tam przez plaże idzie mężczyzna. To Roy jest pewny siebie i właśnie przeładowuje broń. Steve bez namysłu wychodzi do niego trzymając go na muszce. Chce go trzymać jak najdalej od domu i Ann.
-Ross, rzuć broń. - rozkazuje ale ten wcale się tym nie przejmuje.- Powiedziałem...
-McGarrett przestań zgrywać obrońcę... źle się to dla ciebie skończy. - Jego broń jest wycelowana w komandora. - Jak myślisz ile razy zdołasz trafić tym swoim pistolecikiem kiedy ja pociągnę za spust swojego karabinu? - McGarrett czuje że jego szanse są znikome ale wciąż ma nadzieję że kawaleria lada chwila będzie na miejscu i wtedy to Ross będzie na przegranej pozycji. - Rzuć broń i oddaj mi moją córkę.
- Straciłeś prawo żeby ja tak nazywać kiedy pociągnąłeś za spust.
-Moja sprawa co robię z moim dzieckiem. Wiesz, nie powinieneś się tak zbliżać do niej w końcu ktoś może pomyśleć że coś do niej czujesz... albo ona do ciebie. -drwi. Steve przyjął to w widoczny dla Ross 'a sposób i ten teraz śmiejąc się mocniej trzyma swój karabin. - HA! Moja córeczka zawróciła w głowie wielkiemu komandorowi McGarrett 'owi. Nie do wiary. Teraz mogę ja skrzywdzić jeszcze bardziej, wystarczy że cię zabiję. - już ma pociągnąć za spust kiedy pada strzał tuż obok jego prawej nogi.
C.D.N.
No to kolejna cześć za wami. Oby dobrze się czytało. Komentarze bardzo mile widziane. Niedługo będzie następna (Mam wenę haha) :)
Wszystko dzieje się jak w slow motion. Steve biegnie co sił w nogach. Padają strzały z karabinu maszynowego. Ann kilka razy podryguje i pada na ziemię bez ruchu. Z gardła komandora wydobywa się głośny krzyk i mimo iż nie ma to najmniejszego sensu wystrzelał w stronę odpływającej motorówki cały magazynek. Potem już tylko zostaje mu doczołgać się do rannej. Dziewczyna jest nieprzytomna i cała we krwi. Steve jest w stanie wywnioskować że krwawi z ramienia, uda i prawego boku. Bez namysłu bierze ją na ręce i wnosi do domu. Kiedy kładzie ją na kanapie Ann odzyskuje przytomność.
-Steve?- ma głos pełen bólu co dobija McGarrett 'a jeszcze mocniej. Czuje ogromną winę i z pewnością długo sobie nie zapomni tego zaniedbania.
-Ann. Leż spokojnie.
-Czy ja...
-Cii...- uspokaja ją. Sam nawet nie chce myśleć co może się z nią stać. - Będzie dobrze. Byłaś już w takiej sytuacji... Pamiętasz? Jesteś twarda. - próbuje przekonać i ją i siebie. Przed domem parkują dwa auta. Słychać zatrzaskiwane drzwi i dźwięk przeładowywanej broni. McGarrett biegnie sprawdzić sytuację. Dwóch uzbrojonych mężczyzn idzie w kierunku domu. Jeden z nich to znany McGarrett 'owi płatny morderca. Ross musiał zwiać, żeby wydać wyrok na swoją córkę. Steve wyjmuje swój telefon ale wyświetla się brak sieci. Szybko wraca do Ann i wyjmuje jej komórkę. niestety na niej też brak zasięgu. Muszą blokować ich sygnał - myśli Steve.
- Jak źle jest? - dziewczyna słabnie, ale wciąż ma przytomny umysł.
- Otoczyli dom. - wyjaśnia szczerze. Mimo jej stanu nie chce jej okłamywać.
- Garaż. W garażu jest moja impala. Naprawiłam ją. Za schodami jest zejście do garażu.- Steve szybko sprawdza to co Ann mu powiedziała i w kilka sekund komandor i ranna są w samochodzie.
- Nie będzie ci żal że rozwalę nim drzwi? - to pytanie ma na celu odwrócenie uwagi od jej stanu.
- Najwyżej zapłacisz za lakiernika. - Steve śmieje się i naciska pedał gazu.
-Schyl głowę. - wyjeżdża z piskiem opon taranując drzwi i samochód napastników. Ci strzelają do nich aż nie znikają za zakrętem. Jednak nie udaje im zbiec za daleko. Strzały przebiły oponę i przewód paliwa. Auto stanęło po przejechaniu nieco ponad dwie mile. Na szczęście odzyskali łączność. - Danny. - krzyczy do telefonu z ulgą. - Dopadli nas w domu Ann. Jest ranna. Nie dam rady dowieść jej do szpitala. Będziemy czekać na pomoc u mnie w domu. Pospiesz się stary. Jest naprawdę źle. - rozłącza się i porzuca samochód zabierając Ann na rękach do swojego domu.
Tam kładzie ją na sofie i barykaduje wszystkie wejścia. Przynosi całą broń jaką ma w domu, a jest tego sporo, kładzie na stole. Jedną sztukę podaje ledwo przytomniej dziewczynie.
- Ann, słyszysz mnie? - dziewczyna otwiera oczy ale widać ze słabnie z każdą minutą. - Wytrzymasz?
- A mam inne wyjście? - Ann bierze broń od McGarrett 'a i upuszcza na podłogę. - Przepraszam.
- Nic się nie stało. - uspokaja ją Steve, ciężko mu jest na to patrzeć.
- Dziękuję. Za to co dla mnie robisz.
- Spokojnie wyjdziesz z tego i podziękujesz mi kolacją.
- Mogę nie mieć okazji...
-Będziesz miała... zaufaj mi...
-Steve...-dziewczyna wskazuje na drzwi do tarasu. Tam przez plaże idzie mężczyzna. To Roy jest pewny siebie i właśnie przeładowuje broń. Steve bez namysłu wychodzi do niego trzymając go na muszce. Chce go trzymać jak najdalej od domu i Ann.
-Ross, rzuć broń. - rozkazuje ale ten wcale się tym nie przejmuje.- Powiedziałem...
-McGarrett przestań zgrywać obrońcę... źle się to dla ciebie skończy. - Jego broń jest wycelowana w komandora. - Jak myślisz ile razy zdołasz trafić tym swoim pistolecikiem kiedy ja pociągnę za spust swojego karabinu? - McGarrett czuje że jego szanse są znikome ale wciąż ma nadzieję że kawaleria lada chwila będzie na miejscu i wtedy to Ross będzie na przegranej pozycji. - Rzuć broń i oddaj mi moją córkę.
- Straciłeś prawo żeby ja tak nazywać kiedy pociągnąłeś za spust.
-Moja sprawa co robię z moim dzieckiem. Wiesz, nie powinieneś się tak zbliżać do niej w końcu ktoś może pomyśleć że coś do niej czujesz... albo ona do ciebie. -drwi. Steve przyjął to w widoczny dla Ross 'a sposób i ten teraz śmiejąc się mocniej trzyma swój karabin. - HA! Moja córeczka zawróciła w głowie wielkiemu komandorowi McGarrett 'owi. Nie do wiary. Teraz mogę ja skrzywdzić jeszcze bardziej, wystarczy że cię zabiję. - już ma pociągnąć za spust kiedy pada strzał tuż obok jego prawej nogi.
C.D.N.
No to kolejna cześć za wami. Oby dobrze się czytało. Komentarze bardzo mile widziane. Niedługo będzie następna (Mam wenę haha) :)
piątek, 7 kwietnia 2017
"Mój ojciec" część 5
C.D.
Dni mijają a Steve nie może się skontaktować z Ann. Zaczyna myśleć że zachowuje się jak stalker. Może ona nie chce już się z nim spotkać, a to co powiedziała w jego domu to tylko wyraz jej grzeczności? Nie jest to ważne bo Steve wciąż myśli o niej. W drodze do pracy zauważa na chodniku osobę. Idzie przed siebie mimo deszczu, bez parasola czy kurtki . Po chwili dopiero McGarrett orientuje się że to Ann. Zatrzymuje się obok niej, a ona odskakuje jakby spodziewała się ataku.
-Hej wskakuj. Podwiozę cię. - dziewczyna kiwa głową. Nie chce wsiąść do auta. Steve niemal siłą wciąga ja do środka. - Co jest? Dlaczego...
-Zamoczę ci tapicerkę. - wyjaśnia ale ewidentnie nie to jest powodem. McGarrett sięga na tylnie siedzenie i podaje dziewczynie swój dres.
-Przebierz się. Nie będę podglądał. - zapewnia parząc tylko na drogę. Kiedy obok na siedzeniu dziewczyna przestaje się wiercić i skakać to znak że już się przebrała. Steve zerka żeby sprawdzić. Smutna patrzy na swoje ręce. - Co się dzieje? Nie odbierasz telefonów...
- Od nikogo nie odbieram. - szepcze.
- Dokądś cię podwieźć?- pyta ją ale ona nie odpowiada. Martwi go jej rezygnacja i dystans jaki utrzymuje wobec niego. Nagle dzwoni telefon. - McGarrett.
-Mamy problem. Przyjedź do biura. - Danny też jest zdenerwowany. Co jest z tymi ludźmi dzisiaj?
-Możesz mnie wysadzić na skrzyżowaniu. - Ann jest tak cicha że Steve nie wie czy mówi do niego czy sama do siebie. Chce uciec, żeby nie wyjaśniać mu swojego zachowania ale trafiła na upartego człowieka.
-Nie. Pojedziesz ze mną. Musisz mi wyjaśnić, dlaczego tak się zachowujesz? - Kiedy docierają do biura McGarrett zostawia Ann w holu a sam zmierza do swojej ekipy. - Co się dzieje?
- CIA zgłosiło ucieczkę więźnia. - wyjaśnia Kono.
- Kogo? - Do biura wchodzi Ann jest wściekła i w niczym nie przypomina tej Ann z przed kilku minut. - Miałaś czekać na dole? - za Ann do biura wchodzi policjant.
-Powiedz to temu krawężnikowi - buczy dziewczyna a wszystkich dookoła bulwersuje jej komentarz.
-Wałęsała się bez przepustki.
- Nie 'wałęsała się' tylko podziwiałam infrastrukturę.
- Wystarczy. Zostaw ja. Dziękuję. - Steve ma już dość i chce wrócić do sprawy.
- Ładny dres. - rzuca Danny widząc jak Ann przechodzi pokornie obok McGarrett 'a.
- Zmokłam. Detektywie Williams niech Pan uspokoi wyobraźnię.
-Kto uciekł?- nie zwracając uwagi na kąśliwe docinki Steve stara się skupić. Detektywi milczą. Komandorowi siadają nerwy najpierw Ann teraz jego ludzie. Cholera jasna. - Kto uciekł? - to pytanie wręcz krzyczy.
-Roy Ross. - wyrzuca z siebie Danny. Kiedy tylko to nazwisko wpada w ucho Steva ten odwraca się do dziewczyny. a ta wygląda jakby cała krew spłynęła jej do stóp. Jest blada i zaczyna się trząść. Rzuca się biegiem do drzwi a Steve za nią. Lapie ja dopiero na parkingu.
- Hej. Dokąd.? - dziewczyna drzy i zachowuje się jak nawiedzona. - Boisz się go? - to szok bo Ann wyglądała na bardzo silna dziewczynę która nie boi się swojego ojca mimo tego kim jest. - On ci nic nie zrobi...
- To dlatego...- mówi jakby do siebie. - Dlatego nie odbierałam. On dzwonił do mnie. Dzwonił w dzień, w nocy. Wysyłał kartki z groźbami. On chce się zemścić. Chce mnie ukarać za to że go oszukałam, zdradziłam, ośmieszyłam. - dziewczyna mówi tak szybko że komandor ledwo rozumie co do niego mówi.
-Spokojnie, on nic ci nie zrobi. - zapewnia. Dziewczyna patrzy mu prosto w oczy, widać w nich ogromne zaufanie. - Będziesz bezpieczna. Obiecuję. - gdy emocję opadają McGarrett wraca z Ann do środka.
- Mówiła prawdę. Roy ukradł telefon jednemu z agentów i dzwonił do niej kilkanaście razy przez ostatnie trzy dni. - wyjaśnia Kono.
- Dlaczego dopiero teraz o tym się dowiadujemy?
- CIA chciało załatwić to na swoich zasadach...
- Dali plamę i chcieli to zatuszować. - Danny jest mniej optymistyczny.- Musimy jej załatwić ochronę. - dodaje zerkając na dziewczynę w gabinecie McGarrett 'a. Wpatruje się w swoje dłonie i wygląda okropnie smutno.
- Tak tylko gdzie? Najbliższy wolny dom jest na drugiej części wyspy. - zrezygnowani próbują wymyślić coś innego ale Steve ma już plan.
Najpierw dziewczyna pojechała do siebie pod eskortą HPD. Uparła się ze musi zabrać swoje rzeczy. Gdy nie zjawiła się w umówionym miejscu McGarrett wybrał się do jej domu. Policjanci stoją w salonie a Ann jest na plaży. Po wyładowaniu swojej złości na kolegach po fachu komandor zmierza do Ann. Dziewczyna jest zapatrzona w ocean .
- Będzie mi brakować tego miejsca.- mówi załamanym głosem.
- Wrócisz tu gdy go złapiemy. - pociesza ją ale to chyba na nic.
-Nie wrócę. - zapewnia. - A jeśli on nie zniknie na zawsze ... nie zostanę na tej wyspie. - Co Ann ma na myśli? Czy sugeruje żeby McGarrett zabił Roy 'a? Nie, chyba nie, ona nie jest do tego zdolna.
- Dam ci chwile a później pojedziemy do mnie. - dziewczyna usłyszała, ale nie zareagowała. Steve wchodząc do środka domu odwołuje policję, żeby nie robić zamieszania. Stojąc tak po środku już prawie pustego salonu Steve ma wrażenie że robi cos nie tak. Jest wyszkolony do transportu świadków koronnych, ważnych osób czy innych którym nie może stać się krzywda. Teraz robi coś niewłaściwego, on jest w domu a Ann na zewnątrz. Nie tak powinno być. Jest na otwartej przestrzeni. Idealny cel. Gdy tylko to sobie uświadamia biegnie w jej stronę. Znikąd na wodzie pojawia się motorówka.
C.D.N.
Mam nadzieję że sprostałam oczekiwania czytelnika i zawarłam tu jakiś dreszczyk niepewności. Trochę krótko ale następna będzie dłuższa. Czekam na komentarze. Miłego czytania :)
Dni mijają a Steve nie może się skontaktować z Ann. Zaczyna myśleć że zachowuje się jak stalker. Może ona nie chce już się z nim spotkać, a to co powiedziała w jego domu to tylko wyraz jej grzeczności? Nie jest to ważne bo Steve wciąż myśli o niej. W drodze do pracy zauważa na chodniku osobę. Idzie przed siebie mimo deszczu, bez parasola czy kurtki . Po chwili dopiero McGarrett orientuje się że to Ann. Zatrzymuje się obok niej, a ona odskakuje jakby spodziewała się ataku.
-Hej wskakuj. Podwiozę cię. - dziewczyna kiwa głową. Nie chce wsiąść do auta. Steve niemal siłą wciąga ja do środka. - Co jest? Dlaczego...
-Zamoczę ci tapicerkę. - wyjaśnia ale ewidentnie nie to jest powodem. McGarrett sięga na tylnie siedzenie i podaje dziewczynie swój dres.
-Przebierz się. Nie będę podglądał. - zapewnia parząc tylko na drogę. Kiedy obok na siedzeniu dziewczyna przestaje się wiercić i skakać to znak że już się przebrała. Steve zerka żeby sprawdzić. Smutna patrzy na swoje ręce. - Co się dzieje? Nie odbierasz telefonów...
- Od nikogo nie odbieram. - szepcze.
- Dokądś cię podwieźć?- pyta ją ale ona nie odpowiada. Martwi go jej rezygnacja i dystans jaki utrzymuje wobec niego. Nagle dzwoni telefon. - McGarrett.
-Mamy problem. Przyjedź do biura. - Danny też jest zdenerwowany. Co jest z tymi ludźmi dzisiaj?
-Możesz mnie wysadzić na skrzyżowaniu. - Ann jest tak cicha że Steve nie wie czy mówi do niego czy sama do siebie. Chce uciec, żeby nie wyjaśniać mu swojego zachowania ale trafiła na upartego człowieka.
-Nie. Pojedziesz ze mną. Musisz mi wyjaśnić, dlaczego tak się zachowujesz? - Kiedy docierają do biura McGarrett zostawia Ann w holu a sam zmierza do swojej ekipy. - Co się dzieje?
- CIA zgłosiło ucieczkę więźnia. - wyjaśnia Kono.
- Kogo? - Do biura wchodzi Ann jest wściekła i w niczym nie przypomina tej Ann z przed kilku minut. - Miałaś czekać na dole? - za Ann do biura wchodzi policjant.
-Powiedz to temu krawężnikowi - buczy dziewczyna a wszystkich dookoła bulwersuje jej komentarz.
-Wałęsała się bez przepustki.
- Nie 'wałęsała się' tylko podziwiałam infrastrukturę.
- Wystarczy. Zostaw ja. Dziękuję. - Steve ma już dość i chce wrócić do sprawy.
- Ładny dres. - rzuca Danny widząc jak Ann przechodzi pokornie obok McGarrett 'a.
- Zmokłam. Detektywie Williams niech Pan uspokoi wyobraźnię.
-Kto uciekł?- nie zwracając uwagi na kąśliwe docinki Steve stara się skupić. Detektywi milczą. Komandorowi siadają nerwy najpierw Ann teraz jego ludzie. Cholera jasna. - Kto uciekł? - to pytanie wręcz krzyczy.
-Roy Ross. - wyrzuca z siebie Danny. Kiedy tylko to nazwisko wpada w ucho Steva ten odwraca się do dziewczyny. a ta wygląda jakby cała krew spłynęła jej do stóp. Jest blada i zaczyna się trząść. Rzuca się biegiem do drzwi a Steve za nią. Lapie ja dopiero na parkingu.
- Hej. Dokąd.? - dziewczyna drzy i zachowuje się jak nawiedzona. - Boisz się go? - to szok bo Ann wyglądała na bardzo silna dziewczynę która nie boi się swojego ojca mimo tego kim jest. - On ci nic nie zrobi...
- To dlatego...- mówi jakby do siebie. - Dlatego nie odbierałam. On dzwonił do mnie. Dzwonił w dzień, w nocy. Wysyłał kartki z groźbami. On chce się zemścić. Chce mnie ukarać za to że go oszukałam, zdradziłam, ośmieszyłam. - dziewczyna mówi tak szybko że komandor ledwo rozumie co do niego mówi.
-Spokojnie, on nic ci nie zrobi. - zapewnia. Dziewczyna patrzy mu prosto w oczy, widać w nich ogromne zaufanie. - Będziesz bezpieczna. Obiecuję. - gdy emocję opadają McGarrett wraca z Ann do środka.
- Mówiła prawdę. Roy ukradł telefon jednemu z agentów i dzwonił do niej kilkanaście razy przez ostatnie trzy dni. - wyjaśnia Kono.
- Dlaczego dopiero teraz o tym się dowiadujemy?
- CIA chciało załatwić to na swoich zasadach...
- Dali plamę i chcieli to zatuszować. - Danny jest mniej optymistyczny.- Musimy jej załatwić ochronę. - dodaje zerkając na dziewczynę w gabinecie McGarrett 'a. Wpatruje się w swoje dłonie i wygląda okropnie smutno.
- Tak tylko gdzie? Najbliższy wolny dom jest na drugiej części wyspy. - zrezygnowani próbują wymyślić coś innego ale Steve ma już plan.
Najpierw dziewczyna pojechała do siebie pod eskortą HPD. Uparła się ze musi zabrać swoje rzeczy. Gdy nie zjawiła się w umówionym miejscu McGarrett wybrał się do jej domu. Policjanci stoją w salonie a Ann jest na plaży. Po wyładowaniu swojej złości na kolegach po fachu komandor zmierza do Ann. Dziewczyna jest zapatrzona w ocean .
- Będzie mi brakować tego miejsca.- mówi załamanym głosem.
- Wrócisz tu gdy go złapiemy. - pociesza ją ale to chyba na nic.
-Nie wrócę. - zapewnia. - A jeśli on nie zniknie na zawsze ... nie zostanę na tej wyspie. - Co Ann ma na myśli? Czy sugeruje żeby McGarrett zabił Roy 'a? Nie, chyba nie, ona nie jest do tego zdolna.
- Dam ci chwile a później pojedziemy do mnie. - dziewczyna usłyszała, ale nie zareagowała. Steve wchodząc do środka domu odwołuje policję, żeby nie robić zamieszania. Stojąc tak po środku już prawie pustego salonu Steve ma wrażenie że robi cos nie tak. Jest wyszkolony do transportu świadków koronnych, ważnych osób czy innych którym nie może stać się krzywda. Teraz robi coś niewłaściwego, on jest w domu a Ann na zewnątrz. Nie tak powinno być. Jest na otwartej przestrzeni. Idealny cel. Gdy tylko to sobie uświadamia biegnie w jej stronę. Znikąd na wodzie pojawia się motorówka.
C.D.N.
Mam nadzieję że sprostałam oczekiwania czytelnika i zawarłam tu jakiś dreszczyk niepewności. Trochę krótko ale następna będzie dłuższa. Czekam na komentarze. Miłego czytania :)
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
"Mój ojciec" część 4
C.D.
"First date"
McGarrett nie do końca przekonany w końcu odważył się zaprosić Ann na randkę. Zmotywowany przez Danny 'ego nie miał innego wyjścia. Codziennie przypominał mu o tym że powinien spróbować bez zobowiązań spotkać się z tą piękną brunetka która go podrywała, musiał w końcu ulegać. Szykowanie się na to spotkanie jest wielkim kłopotem dla Steva. Nie jest pewny jak powinien się ubrać. W zasadzie nie wie też czym tak się stresuje. Przecież to tylko spotkanie ze znajomą. Nic więcej. Dzwoni telefon. W duchu Steve modli się żeby to była ona z przeprosinami że nie przyjedzie. To Danny.
- Tak... - wrzuca od niechcenia.
- Gotowy? - przyjaciel robi mu za swatkę i jest z tego wyraźnie zadowolony.
- Nie jeszcze. To głupie...
- Nie waż się zrezygnować. - nagle rozlega się pukanie do drzwi. - To ona otwórz i bądź naturalny. Powodzenia. - przyjaciel się rozłącza. Okay to Show must go on. Steve otwiera drzwi. Dziewczyna stoi z czteropakiem piwa. Ubrana zwyczajnie. Bez zbędnych ceregieli zaprasza ja do środka.
- Hey. - wita się uprzejmie.
- Hey. Przyniosłam piwo. Nie wiem czy lubisz al...
- Lubię... - odpowiada szybko. Dziewczyna jest rozluźniona.
- Usiądziemy na tarasie?
- Jasne, proszę, zaraz do ciebie dołączę. Stojąc w kuchni Steve widzi jak Ann zdejmuje buty i na boso podchodzi bliżej oceanu. Wiatr rozwiewa jej włosy, nagle odwraca się do niego i macha. Kim jest ta dziewczyna? Dlaczego tak na niego działa? Jest intrygująca. I młoda, chyba nawet za młoda. Z piwem w dłoni podchodzi do niej. - Proszę.
- Masz piękny widok. - uśmiecha się.
- Ty masz podobny. - gadka o niczym nie jest najlepszą stroną Steva.
- Nie taki. -dziewczyna milknie ale gdy znów się odzywa zadaje bezpośrednie pytanie- Zaprosiłeś mnie bo detektyw Williams cię namówił? - zaskoczony nie ma pod ręką odpowiedniej odpowiedzi. - Wiem że tak. Ale okay. Każda metoda jest dobra jeśli prowadzi do celu. - figlarne spojrzenie zabija Steva kompletnie.
- Mogę o coś zapytać?
- Pytaj.
- O co chodziło z tym misiem zakopanym w ogródku? - dziewczyna uśmiecha się bierze łyk piwa i zaczyna opowiadać.
- Kiedy ojciec nas zostawił mama była rozbita. Gdy skończyłam piętnaście lat znalazłam mamę w łazience z podciętymi żyłami. Zostawiła mi list że wie co mi robi ale ona dłużej tak nie może i tym podobne bzdury. Przez długi czas byłam zła na nią ale przynajmniej widziałam gdzie jest. Nie miałam już mamy ani taty wiec postanowiłam udawać że on też nie żyje. Tylko ten miś przypominał mi o nim co chwila. Kiedy przyjechałam tu i zakochałam się w tej wyspie pomyślałam że może czas pożegnać przeszłość i zakopałam misia pod drzewem udając że to jego grób. - dziewczyna zamyślona odgarnia niesforny kosmyk z twarzy i zerka na komandora. Ma coś takiego w oczach co nie pozwala oderwać Steve 'owi od niej wzroku. - A twój ojciec co zrobił? - zaskoczony odpowiada jak z automatu o tym co mu się przydarzyło. - Przykro mi. Zazdroszczę ci, zalazłeś swoje miejsce.
- A ty nie?
- Ja? Podoba mi się tu ale nic mnie tu nie trzyma to nie jest mój dom.... ty masz pracę rodzinę...
- To prawda. - Steve uśmiecha się w duchu. Naprawdę ma szczęście.
Tak dobrze im się rozmawia, nie zauważyli że robi się późno. Ze szczegółami opowiedziała mu o swoich podróżach a on jej o wojsku przyjaciołach i byłych dziewczynach.
-Dziwne.
-Co jest takie dziwne?
-Z tego co mówisz jesteś jednym z niewielu w swoim gatunku. Te kobiety musiały być albo szalone albo zapatrzone w siebie że cię zostawiły. I jeszcze to twoje poczucie winy.
-Jakiej winy?- ta dziewczyna rozgryza go kawałek po kawałku nawet nie wie kiedy zaczął jej mówić o wszystkim.
-Twoje poczucie winy. Winisz się za to ze cię zostawiły. Myślisz że to twoja wina. Widzę to w twoich oczach. Nawet teraz masz poczucie winy z bo spotkałeś się ze mną. - jest dla niej jak otwarta książka. Jak ona to robi że zna każda jego myśl?
Ann zbiera się do wyjścia. Steve odprowadza ją do drzwi. Dziewczyna lekko speszona, pierwszy raz tego wieczoru, wspina się na palce i całuje McGarrett 'a w policzek.
- Mam nadzieję że się jeszcze zobaczymy. - rzuca i ucieka nie czekając na reakcję komandora. Ten zaś stoi i nie może wyjść z szoku. Dziewczyna jest tak śmiała i nieśmiała zarazem. Otwarta ale i skryta. Wesoła ale ma w sobie dużo żalu i smutku. Co tak bardzo przyciąga go do niej? Może wspólne problemy z przeszłości. Strata matki samotne życie. To wszystko sprawia że McGarrett czuje jakąś więź z Ann. Może to że nie może przed nią nic ukryć? Jednego jest pewien. Z tą dziewczyną czeka go jeszcze wiele wspólnych przygód.
C.D.N.
Miłego czytania :) ciąg dalszy niedługo :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)