niedziela, 16 kwietnia 2017

"Mój ojciec" część 7 ost.

C.D.



Steve jest przekonany że kawaleria przybyła. Teraz Ross jest w potrzasku a Ann trzeba szybko zabrać do szpitala. Jednak o twarzy Roy 'a nie można powiedzieć, że wyraża strach. Wręcz odwrotnie. Jest podekscytowany. Tylko czym?

-Rzuć broń. - słyszy za sobą głos dziewczyny. Każde słowo wypowiada jakby sprawiało jej to więcej bólu niż rany które nosi.

- Nie odważysz się. -  śmieje się z niej. -  Jesteś zbyt nieudolna. Uwierzyłaś że wróciłem dla ciebie. - pada kolejny strzał tym razem miedzy nogami Ross 'a. Ten znów się śmieje. Steve ma tysiąc myśli na sekundę. Ma plan ale jak go zrealizować kiedy na szali jest życie dziewczyny.- Moja droga... zrobię porządek z tym facetem a potem porozmawiamy. - Ross znów celuje w McGarrett 'a.

- Nie waż się go tknać. - krzyczy przez zaciśnięte zęby dziewczyna.

- Oj... moja mała córeczka się zakochała. To słodkie, ale i obrzydliwe on jest za stary dla ciebie córeczko. Niestety, wiele ludzi podziekuje mi, że usunąłem McGarrett 'a z tej wyspy więc, ... -chwilę myśli chyba chce znów zacząć jakąś durną zabawę -  żebyś nie mówiła że nie dałem ci szansy... masz jeden strzał. Jeśli trafisz to ocalisz swojego chłopaka... Czekam. - żartuje sobie z niej. Wie że nie da rady strzelić celnie z dziurą w ramieniu. Jednak ku zaskoczeniu Steva Ann strzela... celnie. Ross w szoku puszcza broń. Z rany na środku brzucha leje się krew. Nim szok mija McGarrett odsuwa broń Ross 'a kontem oka zauważa jak Ann osuwa się opierając głowę o futrynę drzwi.

-Hej. Trzymaj się. - jej puls słabnie.

-Zrobiłam to. - szepcze. - Zabiłam go. Teraz mogę... zabierzesz mnie na kolacje komandorze? Jest mi zimno... - Steve wie że jeśli zaraz nie znajdzie się w szpitalu umrze. Nie może jej stracić.

- Zabiorę cię wszędzie tylko trzymaj się. - szuka telefonu. Gdzie do cholery jest to wsparcie? Mysli i w tym samym momencie do domu wpada Chin i Danny. Za nimi Lou i cała jednostka SWAT. Ale pogotowia ani śladu- Gdzie ratownicy? - pyta przyjaciela.

- Jakaś kraksa wszyscy tam pojechali... - Danny widząc stan Ann szybko podejmuje decyzję - Zbieraj się zawieziemy ją sami. - w kilka minut docieraja do szpitala. Gdy Ann zabieraja na salę operacyjną ze Steva zachodzą cale emocje i napięcie jakie w sobie trzymał. Siada na ziemi popierając ścianę a łzy ciekna mu po policzkach. Danny siada obok i nie wie co powiedzieć. To straszne co musi teraz czuć Steve.

- Ona nie może umrzeć - szepcze komandor.

- I tego nie zrobi... Steve sam mi kiedyś mówiłeś, że pownienem myśleć pozytywnie. Teraz ty musisz zrobić to samo. - po kilku godzinach do Steva i Danny 'ego wychodzi lekarz .

- Komandorze zrobiliśmy co w naszej mocy...

- Co z nią? - McGarrett dłużej nie wytrzyma tej niepewności.

- Straciła mnóstwo krwi...

- Do jasnej cholery powie mi pan...

- Steve uspokuj się. - gani go przyjaciel. Ten oddycha głęboko aby się uspokoić. Kiedy asytuacja jest opanowana lekarz kontynuuję

- Panna Ross. - Steve na dźwięk tego nazwiska chce znów krzyknąć ale w pore się opanowuje. - To była ciężka operacja i...

- Panie doktorze konkrety. - Danny też już ma dość tego ogólnego gadania.

- Ann żyje, ale nie daje gwarancji że przeżyje noc. - no i dostali o co prosili. Konkret że nie ma co. Gdy tylko przewieziono pacjentke na salę Steve mimo zakazów lekarza usiadł na krześle i trzymając Ann za rękę siedział tak do rana,  mimo namowy przyjaciela nie zostawia jej nawet gdy pojechała na badanie. Nadzieja na pozytywne rozwiązanie gasła gdy Ann nie budziła się po osiemnastu godzinach od operacji. Wtedy McGarrett pierwszy raz odszedł od jej łóżka. Trzy sale dalej leży on. Przeżył postrzał a ona nie ma już szans. Zabił ją. To jego wina. Nie powinien żyć. Leży przytomny pod kroplówką. Ogromna złość wzbiera w komandorze. Zamyka drzwi na klucz i wyjmuje broń. Jest zdeterminowany. Dokończy to co zaczęła Ann. Podchodząc do Ross 'a mierzy mu prosto w skroń. ten nic nie mówiąc patrzy na McGarrett 'a. Te oczy. Takie same ma Ann. To jedyny dowód na to że jest jej ojcem. Jak mogą być tak podobne do jej... wręcz identyczne... Nie może. Nie da rady zabić go z zimną krwią. Nie jest taki. Gdy wraca do Ann ta wciąż śpi. Steve już zaczyna odchodzić od zmysłów. Jedna randka. Tylko tyle dostał od losu. Żałuje strasznie że kolejne są pod ogromnym znakiem zapytania. Kiedy tak siedzi z opartą głową o jej dłoń czuje nagle że ktoś gładzi jego włosy. Podnosi wzrok a tam piękne oczy patrzą na niego zamglonym wzrokiem. Obudziła się. w pierwszej chwili myśli że to sen. Jednak to jawa ona żyje. Takiej radości nie można opisać.

-Steve - dziewczyna ledwo mówi. - Wyglądasz okropnie.

- Ty też - śmieje się.

- Ja miałam trzy kule... ty jaką masz wymówkę ? - jest dobrze jeśli sarkazm jej wrócił jest dobrze, myśli McGarrett.

Po kilku tygodniach Ann wyszła ze szpitala. Pogodzona z myślą że nie zabiła ojca i że on gdzieś tam jest. Steve upewnił się, że Ross już nigdy nie wyjdzie zza krat. Razem zaplanowali podróż. Niezbyt daleką, ale jednak wspólna. Oddział został pod opieką Danno. Nie był zachwycony tym faktem ale nie miał wyjścia. Oczywiście użył wszelkich argumentów żeby Steve nie wyjeżdżał. Koniec końców pogodził się z tym. McGarrett za to był zachwycony wyjazdem z Ann do Los Angeles. Postanowił nawet że odwiedzi swojego starego kumpla z Navy. Jedne co wie że to będzie najlepszy urlop w jego życiu.



                                                           The End :)


Więc koniec. Oby dobrze się czytało.... życzę wam tego. :)
Teraz zajmę się drugim blogiem :) Musze odpocząć od McDanno :) Do zobaczenia :)

niedziela, 9 kwietnia 2017

"Mój ojciec" część 6

C.D.



Wszystko dzieje się jak w slow motion. Steve biegnie co sił w nogach. Padają strzały z karabinu maszynowego. Ann kilka razy podryguje i pada na ziemię bez ruchu. Z gardła komandora wydobywa się głośny krzyk i mimo iż nie ma to najmniejszego sensu wystrzelał w stronę odpływającej motorówki cały magazynek. Potem już tylko zostaje mu doczołgać się do rannej. Dziewczyna jest nieprzytomna i cała we krwi. Steve jest w stanie wywnioskować że krwawi z ramienia, uda i prawego boku. Bez namysłu bierze ją na ręce i wnosi do domu. Kiedy kładzie ją na kanapie Ann odzyskuje przytomność.

-Steve?- ma głos pełen bólu co dobija McGarrett 'a jeszcze mocniej. Czuje ogromną winę i z pewnością długo sobie nie zapomni tego zaniedbania.

-Ann. Leż spokojnie.

-Czy ja...

-Cii...- uspokaja ją. Sam nawet nie chce myśleć co może się z nią stać. - Będzie dobrze. Byłaś już w takiej sytuacji... Pamiętasz? Jesteś twarda. - próbuje przekonać i ją i siebie. Przed domem parkują dwa auta. Słychać zatrzaskiwane drzwi i dźwięk przeładowywanej broni. McGarrett biegnie sprawdzić sytuację. Dwóch uzbrojonych mężczyzn idzie w kierunku domu. Jeden z nich to znany McGarrett 'owi płatny morderca. Ross musiał zwiać, żeby wydać wyrok na swoją córkę. Steve wyjmuje swój telefon ale wyświetla się brak sieci. Szybko wraca do Ann i wyjmuje jej komórkę. niestety na niej też brak zasięgu. Muszą blokować ich sygnał - myśli Steve.

- Jak źle jest? - dziewczyna słabnie, ale wciąż ma przytomny umysł.

- Otoczyli dom. - wyjaśnia szczerze. Mimo jej stanu nie chce jej okłamywać.

- Garaż. W garażu jest moja impala. Naprawiłam ją. Za schodami jest zejście do garażu.- Steve szybko sprawdza to co Ann mu powiedziała i w kilka sekund komandor i ranna są w samochodzie.

- Nie będzie ci żal że rozwalę nim drzwi? - to pytanie ma na celu odwrócenie uwagi od jej stanu.

- Najwyżej zapłacisz za lakiernika. - Steve śmieje się i naciska pedał gazu.

-Schyl głowę. - wyjeżdża z piskiem opon taranując drzwi i samochód napastników. Ci strzelają do nich aż nie znikają za zakrętem. Jednak nie udaje im zbiec za daleko. Strzały przebiły oponę i przewód paliwa. Auto stanęło po przejechaniu nieco ponad dwie mile. Na szczęście odzyskali łączność. - Danny. - krzyczy do telefonu z ulgą. - Dopadli nas w domu Ann. Jest ranna. Nie dam rady dowieść jej do szpitala. Będziemy czekać na pomoc u mnie w domu. Pospiesz się stary. Jest naprawdę źle. - rozłącza się i porzuca samochód zabierając Ann na rękach do swojego domu.

Tam kładzie ją na sofie i barykaduje wszystkie wejścia. Przynosi całą broń jaką ma w domu, a jest tego sporo, kładzie na stole. Jedną sztukę podaje ledwo przytomniej dziewczynie.

- Ann, słyszysz mnie? - dziewczyna otwiera oczy ale widać ze słabnie z każdą minutą. - Wytrzymasz?

- A mam inne wyjście? - Ann bierze broń od McGarrett 'a i upuszcza na podłogę. - Przepraszam.

- Nic się nie stało. - uspokaja ją Steve, ciężko mu jest na to patrzeć.

- Dziękuję. Za to co dla mnie robisz.

- Spokojnie wyjdziesz z tego i podziękujesz mi kolacją.

- Mogę nie mieć okazji...

-Będziesz miała... zaufaj mi...

-Steve...-dziewczyna wskazuje na drzwi do tarasu. Tam przez plaże idzie mężczyzna. To Roy jest pewny siebie i właśnie przeładowuje broń. Steve bez namysłu wychodzi do niego trzymając go na muszce. Chce go trzymać jak najdalej od domu i Ann.

-Ross, rzuć broń. - rozkazuje ale ten wcale się tym nie przejmuje.- Powiedziałem...

-McGarrett przestań zgrywać obrońcę... źle się to dla ciebie skończy. - Jego broń jest wycelowana w komandora. - Jak myślisz ile razy zdołasz trafić tym swoim pistolecikiem kiedy ja pociągnę za spust swojego karabinu? - McGarrett czuje że jego szanse są znikome ale wciąż ma nadzieję że kawaleria lada chwila będzie na miejscu i wtedy to Ross będzie na przegranej pozycji. - Rzuć broń i oddaj mi moją córkę.

- Straciłeś prawo żeby ja tak nazywać kiedy pociągnąłeś za spust.

-Moja sprawa co robię z moim dzieckiem. Wiesz, nie powinieneś się tak zbliżać do niej w końcu ktoś może pomyśleć że coś do niej czujesz... albo ona do ciebie. -drwi. Steve przyjął to w widoczny dla Ross 'a sposób i ten teraz śmiejąc się mocniej trzyma swój karabin. - HA! Moja córeczka zawróciła w głowie wielkiemu komandorowi McGarrett 'owi. Nie do wiary. Teraz mogę ja skrzywdzić jeszcze bardziej, wystarczy że cię zabiję. - już ma pociągnąć za spust kiedy pada strzał tuż obok jego prawej nogi.


C.D.N.


No to kolejna cześć za wami. Oby dobrze się czytało. Komentarze bardzo mile widziane. Niedługo będzie następna (Mam wenę haha) :)

piątek, 7 kwietnia 2017

"Mój ojciec" część 5

C.D.



Dni mijają a Steve nie może się skontaktować z Ann. Zaczyna myśleć że zachowuje się jak stalker. Może ona nie chce już się z nim spotkać, a to co powiedziała w jego domu to tylko wyraz jej grzeczności? Nie jest to ważne bo Steve wciąż myśli o niej. W drodze do pracy zauważa na chodniku osobę. Idzie przed siebie mimo deszczu, bez parasola czy kurtki . Po chwili dopiero McGarrett orientuje się że to Ann. Zatrzymuje się obok niej, a ona odskakuje jakby spodziewała się ataku.

-Hej wskakuj. Podwiozę cię. - dziewczyna kiwa głową. Nie chce wsiąść do auta. Steve niemal siłą wciąga ja do środka. - Co jest? Dlaczego...

-Zamoczę ci tapicerkę. - wyjaśnia ale ewidentnie nie to jest powodem. McGarrett sięga na tylnie siedzenie i podaje dziewczynie swój dres.

-Przebierz się. Nie będę podglądał. - zapewnia parząc tylko na drogę. Kiedy obok na siedzeniu dziewczyna przestaje się wiercić i skakać to znak że już się przebrała. Steve zerka żeby sprawdzić. Smutna patrzy na swoje ręce. - Co się dzieje? Nie odbierasz telefonów...

- Od nikogo nie odbieram. - szepcze.

- Dokądś cię podwieźć?- pyta ją ale ona nie odpowiada. Martwi go jej rezygnacja i dystans jaki utrzymuje wobec niego. Nagle dzwoni telefon. - McGarrett.

-Mamy problem. Przyjedź do biura. - Danny też jest zdenerwowany. Co jest z tymi ludźmi dzisiaj?

-Możesz mnie wysadzić na skrzyżowaniu. - Ann jest tak cicha że Steve nie wie czy mówi do niego czy sama do siebie. Chce uciec, żeby nie wyjaśniać mu swojego zachowania ale trafiła na upartego człowieka.

-Nie. Pojedziesz ze mną. Musisz mi wyjaśnić, dlaczego tak się zachowujesz? - Kiedy docierają do biura McGarrett zostawia Ann w holu a sam zmierza do swojej ekipy. - Co się dzieje?

- CIA zgłosiło ucieczkę więźnia. - wyjaśnia Kono.

- Kogo? - Do biura wchodzi Ann jest wściekła i w niczym nie przypomina tej Ann z przed kilku minut. - Miałaś czekać na dole? - za Ann do biura wchodzi policjant.

-Powiedz to temu krawężnikowi - buczy dziewczyna a wszystkich dookoła bulwersuje jej komentarz.

-Wałęsała się bez przepustki.

- Nie 'wałęsała się' tylko podziwiałam infrastrukturę.

- Wystarczy. Zostaw ja. Dziękuję. - Steve ma już dość i chce wrócić do sprawy.

- Ładny dres. - rzuca Danny widząc jak Ann przechodzi pokornie obok McGarrett 'a.

- Zmokłam. Detektywie Williams niech Pan uspokoi wyobraźnię.

-Kto uciekł?- nie zwracając uwagi na kąśliwe docinki Steve stara się skupić. Detektywi milczą. Komandorowi siadają nerwy najpierw Ann teraz jego ludzie. Cholera jasna.  - Kto uciekł? - to pytanie wręcz krzyczy.

-Roy Ross. - wyrzuca z siebie Danny. Kiedy tylko to nazwisko wpada w ucho Steva ten odwraca się do dziewczyny. a ta wygląda jakby cała krew spłynęła jej do stóp. Jest blada i zaczyna się trząść. Rzuca się biegiem do drzwi a Steve za nią. Lapie ja dopiero na parkingu.

- Hej. Dokąd.? - dziewczyna drzy i zachowuje się jak nawiedzona. - Boisz się go? - to szok bo Ann wyglądała na bardzo silna dziewczynę która nie boi się swojego ojca mimo tego kim jest. - On ci nic nie zrobi...

- To dlatego...- mówi jakby do siebie. - Dlatego nie odbierałam. On dzwonił do mnie. Dzwonił w dzień, w nocy. Wysyłał kartki z groźbami. On chce się zemścić. Chce mnie ukarać za to że go oszukałam, zdradziłam, ośmieszyłam. - dziewczyna mówi tak szybko że komandor ledwo rozumie co do niego mówi.

-Spokojnie, on nic ci nie zrobi. - zapewnia. Dziewczyna patrzy mu prosto w oczy, widać w nich ogromne zaufanie. - Będziesz bezpieczna. Obiecuję. - gdy emocję opadają McGarrett wraca z Ann do środka.

- Mówiła prawdę. Roy ukradł telefon jednemu z agentów i dzwonił do niej kilkanaście razy przez ostatnie trzy dni. - wyjaśnia Kono.

- Dlaczego dopiero teraz o tym się dowiadujemy?

- CIA chciało załatwić to na swoich zasadach...

- Dali plamę i chcieli to zatuszować. - Danny jest mniej optymistyczny.- Musimy jej załatwić ochronę. - dodaje zerkając na dziewczynę w gabinecie McGarrett 'a. Wpatruje się w swoje dłonie i wygląda okropnie smutno.

- Tak tylko gdzie? Najbliższy wolny dom jest na drugiej części wyspy. - zrezygnowani próbują wymyślić coś innego ale Steve ma już plan.

Najpierw dziewczyna pojechała do siebie pod eskortą HPD. Uparła się ze musi zabrać swoje rzeczy. Gdy nie zjawiła się w umówionym miejscu McGarrett wybrał się do jej domu. Policjanci stoją w salonie a Ann jest na plaży. Po wyładowaniu swojej złości na kolegach po fachu komandor zmierza do Ann. Dziewczyna jest zapatrzona w ocean .

- Będzie mi brakować tego miejsca.- mówi załamanym głosem.

- Wrócisz tu gdy go złapiemy. - pociesza ją ale to chyba na nic.

-Nie wrócę. - zapewnia. - A jeśli on nie zniknie na zawsze ...  nie zostanę na tej wyspie. - Co Ann ma na myśli? Czy sugeruje żeby McGarrett zabił Roy 'a? Nie, chyba nie, ona nie jest do tego zdolna.

- Dam ci chwile a później pojedziemy do mnie. - dziewczyna usłyszała, ale nie zareagowała. Steve wchodząc do środka domu odwołuje policję, żeby nie robić zamieszania. Stojąc tak po środku już prawie pustego salonu Steve ma wrażenie że robi cos nie tak. Jest wyszkolony do transportu świadków koronnych, ważnych osób czy innych którym nie może stać się krzywda. Teraz robi coś niewłaściwego, on jest w domu a Ann na zewnątrz. Nie tak powinno być. Jest na otwartej przestrzeni. Idealny cel. Gdy tylko to sobie uświadamia biegnie w jej stronę. Znikąd na wodzie pojawia się motorówka.



C.D.N.

Mam nadzieję że sprostałam oczekiwania czytelnika i zawarłam tu jakiś dreszczyk niepewności. Trochę krótko ale następna będzie dłuższa. Czekam na komentarze. Miłego czytania :)

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

"Mój ojciec" część 4


C.D.
                                                 "First date"
 

McGarrett nie do końca przekonany w końcu odważył się zaprosić Ann na randkę. Zmotywowany przez Danny 'ego nie miał innego wyjścia. Codziennie przypominał mu o tym że powinien spróbować bez zobowiązań spotkać się z tą piękną brunetka która go podrywała, musiał w końcu ulegać. Szykowanie się na to spotkanie jest wielkim kłopotem dla Steva. Nie jest pewny jak powinien się ubrać. W zasadzie nie wie też czym tak się stresuje. Przecież to tylko spotkanie ze znajomą. Nic więcej. Dzwoni telefon. W duchu Steve modli się żeby to była ona z przeprosinami że nie przyjedzie. To Danny. 

- Tak... - wrzuca od niechcenia.

- Gotowy? - przyjaciel robi mu za swatkę i jest z tego wyraźnie zadowolony. 

- Nie jeszcze. To głupie...

- Nie waż się zrezygnować. - nagle rozlega się pukanie do drzwi. - To ona otwórz i bądź naturalny. Powodzenia. - przyjaciel się rozłącza. Okay to Show must go on. Steve otwiera drzwi. Dziewczyna stoi z czteropakiem piwa. Ubrana zwyczajnie. Bez zbędnych ceregieli zaprasza ja do środka.

- Hey. - wita się uprzejmie. 

- Hey. Przyniosłam piwo. Nie wiem czy lubisz al...

- Lubię... - odpowiada szybko. Dziewczyna jest rozluźniona. 

- Usiądziemy na tarasie? 

- Jasne, proszę, zaraz do ciebie dołączę. Stojąc w kuchni Steve widzi jak Ann zdejmuje buty i na boso podchodzi bliżej oceanu. Wiatr rozwiewa jej włosy, nagle odwraca się do niego i macha. Kim jest ta dziewczyna? Dlaczego tak na niego działa? Jest intrygująca. I młoda, chyba nawet za młoda. Z piwem w dłoni podchodzi do niej. - Proszę. 

- Masz piękny widok. - uśmiecha się. 

- Ty masz podobny. - gadka o niczym nie jest najlepszą stroną Steva.

- Nie taki. -dziewczyna milknie ale gdy znów się odzywa zadaje bezpośrednie pytanie- Zaprosiłeś mnie bo detektyw Williams cię namówił? - zaskoczony nie ma pod ręką odpowiedniej odpowiedzi. - Wiem że tak. Ale okay. Każda metoda jest dobra jeśli prowadzi do celu. - figlarne spojrzenie zabija Steva kompletnie. 

- Mogę o coś  zapytać? 

- Pytaj.

- O co chodziło z tym misiem zakopanym w ogródku? - dziewczyna uśmiecha się bierze łyk piwa i zaczyna opowiadać. 

- Kiedy ojciec nas zostawił mama była rozbita. Gdy skończyłam piętnaście lat znalazłam mamę w łazience z podciętymi żyłami. Zostawiła mi list że wie co mi robi ale ona dłużej tak nie może i tym podobne bzdury. Przez długi czas byłam zła na nią ale przynajmniej widziałam gdzie jest. Nie miałam już mamy ani taty wiec postanowiłam udawać że on też nie żyje. Tylko ten miś przypominał mi o nim co chwila. Kiedy przyjechałam tu i zakochałam się w tej wyspie pomyślałam że może czas pożegnać przeszłość i zakopałam misia pod drzewem udając że to jego grób. - dziewczyna zamyślona odgarnia niesforny kosmyk z twarzy i zerka na komandora. Ma coś takiego w oczach co nie pozwala oderwać Steve 'owi od niej wzroku. - A twój ojciec co zrobił? - zaskoczony odpowiada jak z automatu o tym co mu się przydarzyło. - Przykro mi. Zazdroszczę ci, zalazłeś swoje miejsce.

- A ty nie?

- Ja? Podoba mi się tu ale nic mnie tu nie trzyma to nie jest mój dom.... ty masz pracę rodzinę... 

- To prawda. - Steve uśmiecha się w duchu. Naprawdę ma szczęście. 

 Tak dobrze im się rozmawia, nie zauważyli że robi się późno. Ze szczegółami opowiedziała mu o swoich podróżach a on jej o wojsku przyjaciołach i byłych dziewczynach.

-Dziwne.

-Co jest takie dziwne?

-Z tego co mówisz jesteś jednym z niewielu w swoim gatunku. Te kobiety musiały być albo szalone albo zapatrzone w siebie że cię zostawiły. I jeszcze to twoje poczucie winy.

-Jakiej winy?- ta dziewczyna rozgryza go kawałek po kawałku nawet nie wie kiedy zaczął jej mówić o wszystkim.

-Twoje poczucie winy. Winisz się za to ze cię zostawiły. Myślisz że to twoja wina. Widzę to w twoich oczach. Nawet teraz masz poczucie winy z bo spotkałeś się ze mną. - jest dla niej jak otwarta książka. Jak ona to robi że zna każda jego myśl?

  Ann zbiera się do wyjścia. Steve odprowadza ją do drzwi. Dziewczyna lekko speszona, pierwszy raz tego wieczoru, wspina się na palce i całuje McGarrett 'a w policzek.

- Mam nadzieję że się jeszcze zobaczymy. - rzuca i ucieka nie czekając na reakcję komandora. Ten zaś stoi i nie może wyjść z szoku. Dziewczyna jest tak śmiała i nieśmiała zarazem. Otwarta ale i skryta. Wesoła ale ma w sobie dużo żalu i smutku. Co tak bardzo przyciąga go do niej? Może wspólne problemy z przeszłości. Strata matki samotne życie. To wszystko sprawia że McGarrett czuje jakąś więź z Ann. Może to że nie może przed nią nic ukryć? Jednego jest pewien. Z tą dziewczyną czeka go jeszcze wiele wspólnych przygód.








C.D.N.
Miłego czytania :) ciąg dalszy niedługo :)
 

wtorek, 21 marca 2017

"Mój ojciec" cześć 3

C.D.


Gdy Ann zabiera karetka Steve zamierza przesłuchać Ross 'a. Czeka już na nich w piwnicy pałacu. Nie mają zbyt wiele czasu. Lou zawiadomił już CIA przylecą po niego za kilka godzin. 
 
- Panowie może się dogadamy? - facet jest wyluzowany i rozbawiony jak na kogoś kto spędzi przynajmniej dziesięć lat w więzieniu. 
- Próbujesz nas przekupić. - Danny nie może patrzeć na jego beztroskie gadanie od rzeczy. - Wyobraź sobie swoją przyszłość przestanie być ci wesoło. 
- Czego chciałeś od swojej córki? -wtrąca Steve.
- Nie wasza sprawa.
- Kim dla ciebie jest Harry Lang. - tak nazywał się zabity wspólnik. Jego kartoteka też nie jest za czysta. Przemyty, porwania i tym podobne rzeczy.
- Nic nie powiem.
- Z kim zaplanowałeś ten napad. - McGarrett traci cierpliwość.
- Nic... wam... nie... powiem.
- Mów człowieku będziesz mieć mniejszy wyrok. - krzyczy Danny.
- Chcę się widzieć z moją córką. - Ta prośba zdziwiła obu śledczych.
- Po co? Pozwoliłeś jej się wykrwawić. Zostawiłeś na pewną śmierć, a tak właściwie to ty do niej strzeliłeś? Czy wręczył cię twój kumpel? Po cholera ci ona była? - jeszcze chwila a komandor użył by siły aby wymusić zeznania na nim.
- Nic nie powiem dopóki nie porozmawiam z Ann. Jeśli załatwisz mi dziesięć minut sam na sam z moją córką podam ci nazwiska adresy wszystkich moich wspólników. To jest mój warunek. Jeśli nie, będę milczał, a CIA wsadzi mnie na kilka lat do więzienia. Potem wyjdę i znów spróbuję się z nią spotkać. - to wyznanie jest dla McGarrett jak płachta na byka. Żeby nie zrobić mu krzywdy wręcz wybiega z pokoju i stara się oczyścić umysł na korytarzu.
- Chcesz ją o to poprosić? - Danny wie co chodzi McGarrett 'owi po głowie. Wychodząc z pokoju widzi jak jego przyjaciel przechadza się po korytarzu myśląc.
- Możemy spróbować. Ale...
- Nie chcesz jej zmuszać. - kończy za przyjaciela. - Zapytać możemy.

 W szpitalu dowiadują się że dziewczyna nie doznała poważnych uszkodzeń. Kula przeszła na wylot i jej stan jest stabilny. Steve grzecznie puka do drzwi sali na której leży Ann.
- Hey. - wita się z uśmiechem.
- Hey. Złapaliście go?- pyta głosem pełnym nadziei.
- Tak. Jak się czujesz? - widok dziewczyny w takim stanie przytłacza Steva ale on sam nie wie dlaczego.
- Fizycznie? Okay. Pomijając dziurę w ramieniu jest super. Psychicznie? Właśnie zostałam drugi raz porzucona przez ojca tym razem chciał się mnie pozbyć na dobre, więc nie za dobrze.- po chwili ciszy dziewczyna spogląda raz na jednego raz na drugiego z mężczyzn w jej pokoju - Przepraszam was.- wyznaje - Byłam kompletna idiotką myśląc że przyjechał dla mnie.
- Nie przepraszaj. - przerywa jej Steve. Nie chce aby Ann zadręczała się z tego powodu - Muszę o coś zapytać. Czy wiesz po co przyjechał? Mówił ci…
- Na piąte urodziny kupił mi misia.- przerywa mu dziewczyna - Byłam wtedy najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem. W dzień kiedy uciekł zobaczyłam że obok misia leży trochę jego wnętrza. Jakby ktoś go rozerwał i wyjął wnętrze. Ale miś był cały. Jako mała ośmioletnia dziewczynka olałam sprawę. Odkąd do mnie przyszedł kilka razy wspomniał o tym misiu i wydawało mi się to normalne. W końcu to najszczęśliwsza rzecz jaką mi podarował. - Detektywi nie wiedzą do czego zmierza ta historia, ale nie przerywają dziewczynie. - Potem ta akcja z tym facetem. Niby groził że zabiję Roy 'a ale tak naprawdę nawet nie trzymał palca na spuście. Tylko ojciec błagał mnie żebym powiedziała gdzie jest ten cholerny miś. A kiedy nie udzieliłam odpowiedzi Roy... - dziewczyna milknie. - Kazał mu mnie usunąć. Tamten do mnie strzelił jakby nigdy nic.
- Gdzie jest ten miś?
- Zakopany. W skrzyni. Pokaże wam gdzie. - dziewczyna po wypisaniu ze szpitala udała się do swojego domu. W ogródku pod jedną z palm pokazała Steve'owi miejsce gdzie ma kopać. Niecały metr pod powierzchnią znajdowała się metalowa skrzynka. W środku był miś. Steve bez namysłu rozrywa mu na brzuchu szwy. W środku znajdowały się kluczyk i przyczepiony do niego woreczek. A w nim brylanty.
- Więc o to mu chodziło. - Ann wzdycha i odchodzi w stronę swojego domu. Kiedy odpowiednie służby zajęły się zabezpieczeniem diamentów, a Danny sprawdza do czego pasuje klucz Steve zamierza poprosić Ann o przysługę. Teraz będzie to jeszcze trudniejsze.
- Jak się czujesz? - pyta siadając obok niej na krześle. Z jej domu jest dokładnie taki sam widok na ocean jak w domu McGarrett 'a.
- Bywało lepiej. Napijesz się czegoś?
- Nie. Chciałbym ci coś... muszę ci coś przekazać. - dziewczyna wyczekuje na dalszy ciąg nic nie mówiąc. - Ross chce się z tobą spotkać.
- Postawił jakiś warunek?- widząc minę komandora upewnia się w swoim przekonaniu – Oczywiście że ma warunek…
- Poda nam w zamian cała listę współpracowników. Nie musisz tego robić... chciałem żebyś po prostu wiedziała.
- Dobrze. - odpowiada pełna przekonania. - Możemy to załatwić od razu. - zaskoczony Komandor nie jest pewny czy to dobry pomysł ale to szansa na złapanie wielu złych ludzi.

 Z Danno zawożą dziewczynę do biura.
- Nim tam wejdę. - zatrzymuje się tuż przed drzwiami. - Czy on naprawdę może mieć takie informacje? –pyta lekko wystraszona.
- Kontaktowaliśmy się z CIA. Potwierdzili że może mieć informacje istotne do zatrzymania wielu groźnych przestępców.  - wyznaje Danno.
- Okay. Zaczynamy. - zdeterminowana dziewczyna wchodzi do pokoju przesłuchań.
- Zamknijcie drzwi. - prosi mężczyzna przykuty do krzesła
- Nie. - Ann zerka na Steva porozumiewawczo i ten wie że ma tego wie robić. - Najpierw lista. Napiszesz wszystkie nazwiska których oni potrzebują.
- Ale potem ze mną porozmawiasz? - mężczyzna ewidentnie skruszony zależy mu na tej rozmowie. Dziewczyna przytakuje i wychodzi. W tym czasie Danny zapisuje zeznania Ross 'a.
- Jak ręka? - pyta dziewczyna.
- Już nie dokucza tak bardzo. - śmieje się Steve. - A twoja?
- Będzie kiepsko wyglądać gdy założę bikini ale mówi się trudno. -  z pokoju wychodzi Danny z zapisaną całą kartką nazwiskami przestępców z całego kontynentu. Widzi spojrzenia jakie wymieniają miedzy sobą Steve i Ann. Dziewczyna znów kokietuje jego przyjaciela.
- Możesz wejść.
- Nie zamykaj. - szepcze. - To wszystkie nazwiska. – przechodząc przez próg.
- Tak.- oznajmię jej ojciec
- Są prawdziwe?
- Najprawdziwsze... a teraz możemy...
- Okay. - dziewczyna odwraca się i wychodzi.
- Hey a ty dokąd? Obiecałaś mi rozmowę. - warczy Ross
- Upss... -.dziewczyna zaplanowała to od początku taka jej mała zemsta.
- Okłamałaś mnie? –szok jaki czuje jest wręcz namacalny.
- Oj i jakie to uczucie... Tato? - porządnie wkurzony więzień krzyczy obraźliwe słowa pod adresem córki, ale ta nic sobie z tego nie robi wychodzi i drzwi do pokoju przesłuchań zamykają się.
- Serio? Oszukałaś go? - Danny nie może uwierzyć w taki podstęp. Jest pełen podziwu dla jej podstępu.
- Mam to w genach. - drwi dziewczyna. - poza tym inaczej nie dał by wam tych nazwisk a ja bardzo chciałam pokazać mu jak boli kłamstwo. Chociaż czy on w ogóle ma jakieś uczucia?
- Nie będziesz tego żałować?  - Steve nie jest pewny czy dziewczyna racjonalnie oceniła sytuacje ale akceptuje jej decyzje.
- Tego nie wiem, ale jeśli cię to ciekawi to kiedyś dam ci znać. - rzuca jeszcze figlarne spojrzenie Steve 'owi. - Detektywie Williams. - odwraca się i odchodzi rzucając - Do zobaczenia Komandorze McGarrett. - i znika za drzwiami.
- Czy mnie się wydaje czy ona Cię pokrywała? - Steve uśmiecha się bo wie że Danno ma rację.
- Daj sobie spokój.- uspokaja przyjaciela
- Nie, nie, nie. Nie wymigasz się tak łatwo. Dziewczyna cię podrywa a ty stoisz obojętnie.
- Właśnie wsadziłem jej ojca do wwiezienia. Mam ja teraz na randkę zaprosić?
- Nie poczekaj do procesu... - drwi. - jasne że teraz człowieku. To najlepszy moment. Nie mów ze ci się nie podoba?
- To ja zdecyduje kiedy będzie najlepszy moment. - odpowiada McGarrett.  Kończąc tą konwersację.


Oto cześć trzecia:) C.D.N. :)
 

poniedziałek, 13 marca 2017

"Mój ojciec" część 2

C.D.


Steve nie zawraca sobie już głowy swoim rozstaniem z Lynn, bo gdy późnym popołudniem Lou zadzwonił do niego z informacją że znalazł Ross 'a, Steve myśli teraz tylko o nim. Razem z Danno wpada do biura jak opatrzony i oczekuje szybkiego raportu od Grover 'a.
- Spokojnie. Mówiąc mamy go miałem na myśli że jestem na jego tropie. - Lou wyraźnie zadowolony ze swojej pracy irytuje trochę McGarrett 'a ale ten nie daje mu tego odczuć. 
- Mów co masz. 
- Facet jeździł po całym kraju, ale nie tylko, był na całym świecie. Nie mam jeszcze żadnych potwierdzonych informacji z Europy, ale mam znajomego który znalazł na kilku nagraniach Ross 'a lecącego a to do Paryża a to do Norwegii. Zastanowiło mnie to. Tak jakby szukał czegoś. I już wiem czego. W kraju był w tych miejscach.-  Na ekranie pojawia się mapa a na niej zaznaczone kilkanaście miast. - Był w Nowym Jorku, Bostonie, potem poleciał do Chicago, ale był tam tylko kilka godzin i znów ruszył w drogę. Ostatnie dwa miesiące spędził w San Diego i Los Angeles a teraz jest na Hawajach. 
- Dalej nie widzę związku. - Danny sceptycznie podchodzi do wywodu Lou.
- Danny co zrobiłeś kiedy Rachel zabrała Grace na Hawaje?
- Pojechałem za nią... - detektyw rozumie już o co chodzi. - On szuka swojej córki? 
- Dlaczego nie przyleciał od razu tutaj? 
- Dziewczyna mówiła że uciekała przed opieką społeczną od piętnastego roku życia. Z pewnością latała po świecie. - tłumaczy Steve.
- To prawda kiedy jej matka zmarła uciekła do Nowego Jorku ale tam ja znaleźli i znów uciekła ale poza granice kraju. Wróciła dopiero w wieku dwudziestu jeden lat. I zajrzała do Chicago, potem była w każdym z tych miast aż osiadła tutaj. 
- Wiec on wie że jego córka tu jest.  
- Nie zmieniła nazwiska nie trudno będzie ja znaleźć. - Steve boi się że dziewczyna może być w niebezpieczeństwie. W końcu sama mówiła że nienawidzi ojca a nie wiadomo jak zareaguje na odrzucenie. - Trzeba do niej jechać. - Jak postanowił tak też zrobił. W godzinę dotarli pod dom dziewczyny. Byli tam dzień wcześniej ale tym razem coś nie gra. Nie ma samochodu garaż jest zamknięty a dziewczyna nie otwiera. Kiedy jednak Steve próbuje otworzyć drzwi okazuje się że nie są zamknięte. Detektyw Williams od razu łapie za broń w ślad za nim idzie McGarrett. Wchodzą do środka uważnie się rozglądając.- Ann.-  wola Steve. Czuje wyrzuty sumienia że ja zostawili bez ochrony. Nagle jednocześnie słychać wyjeżdżający samochód z garażu a przez taras ucieka dziewczyna. Danny bez namysłu biegnie do drzwi, Steve 'owi pozostaje biec za dziewczyną. Na tarasie już jej nie ma, ale kiedy zeskakuje do ogrodu ni stąd ni zowąd zostaje uderzony czymś metalowym w nogi. Oszołomiony zauważa tylko że dziewczyna przebiega obok. W ostatniej chwili łapie ją za kostkę i podnosi się. Zaraz potem otrzymuje od niej serię ciosów. Nie takich dziewczęcych ale porządnych wypracowanych i wyćwiczonych u najlepszego trenera. Mimo jej starań powala ją na ziemię. Już prawie jest skuta kiedy jakimś cudem wyrywa się i uderza z całej siły metalową rurką w przedramię komandora a później jeszcze w prawą nogę.
- Nie chcę cię skrzywdzić. Ale nie pozwolę wam go znów sobie odebrać. - dziewczyna naprawdę ma w oczach łzy i żałuję tego co zrobiła. Ucieka przez ogrodzenie i mimo iż Danny celuje do niej nie strzela. Podbiega do partnera i pomaga mu wstać.
- Co się stało? - pyta zszokowany wyglądem przyjaciela.
- Nie jest taka bezbronna na jaką wyglądała. - syczy Steve trzymając się za przedramię.

Potłuczona ręka, siniaki na nogach i brzuchu to nic w porównaniu z urażonym ego komandora Steva McGarrett  'a. Teraz na pewno nie odpuści dziewczynie ani jej ojcu. W biurze czeka na nich Lou. Jest zdziwiony wyglądem szefa.
- A tobie co się stało? - pyta. - Ten Ross musi być naprawdę groźny.
- Raczej "ta". - poprawia go Danno z charakterystycznym uśmiechem na twarzy.
- Dziewczyna...- nim Lou zdąży dokończyć zdanie Danny ucisza go. Nie chce jeszcze bardziej ośmieszyć McGarrett 'a.
- Powiedz że coś masz.
- Samochód porzucił kilka ulic dalej. Dziewczyny nie ma na żadnej z kamer. - Steve jest porządnie wkurzony. Jak mógł się tak nabrać.
- Zablokujcie jej konta. Dajcie jej zdjęcie do wszystkich patroli całe Oahu ma jej szukać. Sprawdź wszystkie jej ruch przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny.
- A ty dokąd? - Danno pyta wychodzącego przyjaciela.
- Odreagować. - McGarrett przez słowo odreagować ma na myśli przejażdżkę. W swoim jeep 'ie może pomyśleć i odetchnąć. Chociaż wolałby auto Danno, cieszy się z niezbyt dużej prędkości. Po zachodzie słońca Honolulu jest piękne i można się naprawiać tym widokiem tylko kiedy nie wciska się pedału gazu do samej podłogi.

Kolejny dzień przychodzi szybko. Jak dla Steva nawet za szybko. Ręka pulsuje mu w rytm bicia serca i przypomina o wczorajszym wieczorze. Boli go wszystko. Ku jego zaskoczeniu w swoim domu zastaje Danno. Z pytaniem "Co ty tu robisz?" wypisanym na twarzy stoi w progu kuchni czekając na słowną odpowiedz przyjaciela.
- Kawa dla ciebie. - podaje mu kubek - Tak jak lubisz z masłem. - akcentuje słowo "masło" z wielkim uśmiechem.
- Danny? - Steve nie wie czy przyjaciel robi mu kawę tak po przyjacielsku czy chce mieć na niego oko po wczorajszych przejściach.- Nie musisz mnie niańczyć.
- Nie robię tego. Chciałem się napić z tobą kawy przed wyjściem do pracy czy to coś złego? - urażona mina przyjaciela przekonuje Steva. Po wypiciu kawy jadą do pracy, każdy swoim samochodem. Kilometr przed biurem do McGarrett 'a przychodzi wiadomość. "Spotkaj się ze mną. Za chwilę wyśle ci adres. Ann". Czego ona chce? Kolejna wiadomość i McGarrett bez namysłu zmienia kierunek jazdy. Danny we wstecznym lusterku widzi co robi jego przyjaciel a że ten nie odbiera od niego telefonu zawraca i śledzi go. Dociera na wzgórze za miastem. Jeszcze raz próbuje zadzwonić do McGarrett 'a tym razem skutecznie.
- Steve co się dzieje?
- Dzwoniła że chce się spotkać.
- Kto?
- Ann Ross. - Danno przez przednią szybę widzi jak McGarrett zatrzymuje furgonetkę i miga światłami. Danny parkuje na poboczu i przechodzi do auta przyjaciela. - Będzie za tym zakrętem. - Steve rusza nie dając dojść do słowa Williams 'owi. Kiedy dostrzega dziewczynę stojąca nonszalancko oparta o karoserię starej impali wzbiera w nim złość. Wyskakuje z auta i idzie stanowczym krokiem w kierunku dziewczyny. Danny wybiega za nim, mimo jego protestów Steve nie rezygnuje.
- Ręce na maskę. - krzyczy zbliżając się. - Już. Odwróć się i ręce na maskę. - dziewczyna jednak nic nie robi sobie z jego rozkazów i dalej stoi patrząc prosto w oczy zbliżającego się Komandora. Kiedy ten już chce użyć siły Danny łapie go za łokieć i odciąga.
- Steve uspokój się. - spokojny ton przyjaciela ściąga McGarrett 'a na ziemię, ale nie minęła mu złość.
- To moja sprawka? - dziewczyna pyta niewinnym głosem wskazując na zabandażowana rękę Steva. Nie dostaje odpowiedzi, wie że to przez nią. - Przepraszam. Nie chciałam tak mocno uderzyć.
- Czego chcesz? - Danno stara się nie dopuścić Steva do głosu bo wie jakie ma nastawienie.
- Oczyścić ojca z zarzutów. - wyznaje.
- Oczyścić? On jest winny... obronił bank...zabił...
- Nie mówię że nie. Ale nie zrobił tego z własnej woli.
- Co to znaczy?- śledczych wciąż nie opuszcza przeczucie że dziewczyna gra na czas.
- Został zmuszony do napadu, morderstwa i do opuszczenia rodziny.
- Mówiłaś że go nienawidzisz i pomożesz go zamknąć. Co takiego się stało że zmieniłaś zdanie?
- Wyjaśnił mi wszystko. Twój ojciec nigdy nie zrobił czegoś czego nie rozumiałeś? Przez co go nienawidziłeś? - Steve nie odpowiada bo pamięta jak ojciec odesłał go i siostrę. Dziewczyna wykorzystuje tą chwilę zawahania. - Właśnie. On naprawdę chcę się poprawić i chcę być obecny w moim życiu.
- Więc kto mu grozi? - wspólne doświadczenia zmieniają nieco patrzenie Steva na zachowanie dziewczyny.
- Nie wiem, ale mam dla was coś co możecie traktować jako wstępne zeznanie. - Ann odwraca się a za nią na masce auta leży laptop. Na ekranie pojawia się połączenie internetowe i wskakuje obraz Roy 'a. - Chce wam powiedzieć całą prawdę. Tato.
- Witam. Panowie McGarrett i Williams jak mniemam. Ann już wyjaśniła wam co jest grane. Chcę się uwolnić od typów którzy grożą mi i mojej córce. Odpowiem za wszystko co złego zrobiłem, ale proszę pomóżcie zamknąć tego... - nagle mężczyzna odwraca wzrok od kamerki internetowej i słychać jakiś obcy głos, rozpętuje się szarpanina i mężczyzna znika z przed ekranu ale nadal słychać odgłosy bójki.
- Tato... - Ann próbuje poprawić obraz ale ten nagle znika. - Tato... - krzyczy. - Cholera jasna. - szybko zamyka komputer i wskakuje do auta odjeżdżają z piskiem opon. Steve i Danny bez namysłu ruszają za nią. Kiedy tylko zapalają i auto rusza nadziewają się na pułapkę. Rozsypane na drodze gwoździe dziurawią opony i detektywi stoją.
- Cholera szybko Danny kluczyki. - wszystko dzieje się w ekspresowym tempie. Steve biegnie po samochodu detektywa. Podjeżdża i ten wsiada. Niestety dziewczyna zdążyła uciec. - Zgubiliśmy ją. - wkurzony Steve wali ręką o kierownice aż czuje to w obolałym ramieniu.
- Bez obaw. - Danny spokojny jak na okoliczności wyjmuje telefon i uruchamia aplikacje. - Podrzuciłem jej GPS. - wyjaśnia. Steve jest mile zaskoczony i dumny z przyjaciela.
- Jesteś niesamowity. - wyznaje.
- Wiem. Pojechała na północ.

 Gdy podjeżdżają na miejsce widzą nowy domek wypoczynkowy na podjeździe stoi samochód Ann i jeszcze dwa inne. Danny i Steve wzywają posiłki i zakładają kamizelki. Przygotowani na najgorsze wchodzą na posesję. Nikogo wokoło nie ma. Przynajmniej tak im się wydaje. Podchodząc bliżej okazuje się że przed domen na trawniku leży Ann. Nie rusza się. Steve podbiega do niej ostrożnie. Na ramieniu dziewczyny odkrywa ranę po postrzale. Wokoło jest mnóstwo krwi. Sprawdza jej stan. Puls jest słaby ale wyczuwalny. Daje znać Danny 'emu żeby sprawdził dom. Nie chce zostawiać dziewczyny samej ale partnera tez nie może zostawić. Na tyłach domu Ross i jakiś mężczyzna kłócą się. Jeden ma broń. Steve daje znak i z przyjacielem ruszają na przestępców.
- Five 0 rzuć broń.
- Ross poddaj się. - przekrzykują się nawzajem. Mężczyzna który trzyma broń zamierza się bronić ale Steve oddaje trzy strzały i napastnik leży. Ross pada na kolana i zaplata ręce za głową. Gdy Danny go skuwa podjeżdża patrol. Steve sprawdza tego do którego strzelił. Nie żyje. Gdy widzi że sytuacja jest opanowana biegnie z powrotem do dziewczyny.
- Ann? - próbuje ją obudzić ale nic z tego. Puls słabnie z sekundy na sekundę. Jeśli zaraz nie otrzyma odpowiedniej pomocy umrze a Steve zdaje sobie z tego sprawę. Dziewczyna odzyskuje przytomność.
- Przepraszam. - szepcze. - Byłam głupia. Wierzyłam że wrócił po mnie. - Ann płacze a Steve modli się o szybki przyjazd karetki. Żal mu jej. Własny ojciec najpierw ja zostawił a potem oszukał. Tylko po co? Skoro nie chciał naprawić ich relacji to po co szukał jej po całych stanach? Do czego była mu potrzebna?





C.D.N.


Część druga zakończona :) Miłego czytania :)

niedziela, 19 lutego 2017

"Mój ojciec" część 1

Kolejny weekend bez żadnej nawet najmniejszej sprawy mija. Można by się było do tego przyzwyczaić. Five-0 działa od kilku lat i jeszcze się nie zdarzyło coś takiego. Czyżby z wyspy wywiało wszystkich przestępców? A może tak dobrze się ukrywają? Tak czy inaczej dzięki braku pracy ekipa może oddać się przyjemnością. Kono i Adam polecieli do Nowego Jorku. Chin z Sarą odwiedzają jej rodzinę w Meksyku. Lou bierze udział w turnieju golfowym a Danno ma czas dla Melissy. Natomiast Steve przez to że Lynn wyjechała do rodziny nie zaplanował nic oprócz meczu football 'u, piwa i hawajskiego żarcia. Ostatnimi czasy Lynn często wyjeżdża, a to do rodziny, a to do znajomych. Dwa tygodnie była na Alasce, podobno z koleżankami ze studiów. Steve podejrzewa że to wszystko zmierza w tą samą stronę co jego relacja z Catherine. Nie przyzna tego ale boi się. Przed tym wszystkim myślał nawet o tym żeby zaproponować jej wspólne mieszkanie ale może dobrze że tego nie zrobił. Nie chciał by jej zmuszać do niczego. Mecz wygrywa lokalna drużyna. Zadowolony z wyniku Steve zamierza pojechać do miasta. Nagle dzwoni telefon. Numer nieznany.
- Steve McGarrett.
- Steve. - odzywa się kobiecy głos. - To ja Catherine. Potrzebuję twojej pomocy. - na dźwięk imienia swojej byłej serce komandora przyspiesza.
- Gdzie jesteś? 
- Za dwie godziny ląduje na Oahu. - rozłącza się.
- Catherine? -  O co może chodzić? Mimo wszystko nie może pozostać obojętny na prośbę o pomoc. 
 Dzięki odznace five -0 Steve może czekać na płycie lotniska. Jest pewny że Catherine przyleci prywatnym samolotem. Choć w zasadzie odkąd współpracuje z CIA Steve nie jest pewny niczego co związane z nią. Jest zestresowany, a może i podniecony że po tak długim czasie zobaczy ja na własne oczy. W końcu dalej są przyjaciółmi. Samolot ląduje dokładnie o czasie. Catherine szybko opuszcza pokład i zmierza w kierunku McGarrett 'a. Widać po niej że nie jest jej obojętny jego widok.
- Hey. - wita się z uśmiechem tuląc do siebie przyjaciela.
- Co się stało? - przejście do tematu pozwoli mu uniknąć niezręczności.
- Na wyspę niedawno przyleciał ktoś kogo szukamy. Roy Ross. Osiemnaście lat temu obronił bank federalny w Chicago. Łup to ponad dziesięć milionów dolarów. Po napadzie znikną jak kamfora. Teraz jest na wyspie. Potrzebujemy waszej pomocy. Rozmawiałam z panią gubernator. Wyraziła zgodę na współpracę. 
- Okay. Pomożemy wam. Pojedziemy do pałacu zwołam ludzi....
- Steve... ale ja nie zostaje. - komandor wyraźnie zmieszany nie do końca wie o co ma powiedzieć. - Wracam do Chicago. Sprawa jest wasza. My tylko przylecimy po więźnia. - Catherine też nie jest zadowolona z obrotu sprawy. Nie przypuszczała, że Steve pomyśli że zostaje.
- Mogłaś zadzwonić. - To prawda mogła ale wyraźnie nie chciała załatwiać sprawy przez telefon. 
- Tutaj są akta Ross 'a. Uważaj na niego jest sprytny. - nie chcąc dalej przeciągnąć wizyty odwraca się i idzie do samolotu. 
- Catherine. - ciężar jaki nosi na sercu McGarrett nie da się porównać z niczym a za każdym takim odejściem Catherine dokłada do niego kilka kilogramów. - Miło cię było zobaczyć. - odpowiada tylko uśmiechem a Steve kierując się w stronę wyjścia dzwoni do Danno.
- Mów. - odzywa się zaspanym głosem Detektyw.
- Zbieraj się. Nagła sytuacja. Koniec urlopu. 
 Pobudka o jedenastej w nocy nie jest czymś czego Danno się spodziewał, a co za tym idzie będzie irytujący bardziej niż zwykle. Steve jednak da sobie z tym radę.
- Okay. Nie osadzaj. Wyciągnąłeś mnie z łóżka w wolny dzień. - woła Danno od progu. Ma na sobie czarne spodnie dresowe i biała koszulkę z napisem "Miś". Na nogach japonki. 
- Serio? - Steve próbuje zachować powagę, ale cały jego strój w połączeniu z jego miną jest tak komiczny, że to nie możliwe. - "Miś" ?
- Dostałem od Melisy na walentynki rok temu. Masz z tym problem?
- Nie. - kręci głową i powstrzymuje śmiech. 
- Lepiej mi mów co się dzieje? Po co mnie tu ściągnąłeś? - pyta oburzony.
- Roy Ross. Przyleciał na wyspę dwa tygodnie temu. Jest poszukiwany za napad na bank. 
- Napad, - czyta na ekranie - ...ściga go CIA, dlaczego my się tym zajmujemy?
- Przekazali nam tą sprawę.  - To co powiedział to nie kłamstwo tylko wyznanie nie całej prawdy.
- Okay. Wiec co z tym Ross 'em?
- CIA podejrzewa że ukrył łup na Hawajach i teraz po niego wrócił. Nawet jeśli nie to i tak mają wystarczająco dużo dowodów na to żeby go wsadzić. Jest podejrzany o współpracę z grupą przestępczą i dwa morderstwa. My mamy go tylko złapać.
- Od kiedy robimy za pieski łowieckie CIA? My mamy odwalić brudną robotę oni zbiorą laury.
- Gubernator się zgodziła. - wyjaśnia komandor
- To znaczy że teraz jesteśmy pod ich dowództwem? - Steve nie może już słuchać tego jęczenia.
- Catherine mnie o to prosiła. Okay?
- O i proszę mamy rozwiązanie zagadki. - drwi Danno. - Lubię ją. To naprawdę super dziewczyna ale zaczyna mnie wkurzać. Wykorzystuje cię i to co było między wami a ty biegniesz na każdy telefon jak zaczarowany. - Steve chce mu przerwać i wyjaśnić że to nie jego sprawa ale detektyw kontynuuje swój wywód. - Pamiętasz akcję w Afganistanie albo kiedy potrzebowała pomocy z handlarzami bronią albo...
- To tylko przysługa ona też nie raz nam pomagała.... nie dorabiaj do tego jakiejś ideologii.
- Dzwoniła? - Steve kiwa głową na nie - Była tutaj?
- Godzinę temu wróciła do Chicago.
- A widzisz mogła zadzwonić ale wolała przyjechać bo wiedziała że jej widok wpłynie na ciebie. - wrzeszczy Danny.- Nigdy wcześniej nie chciałeś mieć do czynienia z CIA ale wystarczyło jedno słowo Catherine i nie masz nic przeciwko...
- Danny. Zamknij się. Proszę. - Steve nie wytrzyma tego dłużej. - Masz rację chcę jej pomóc bo to moja przyjaciółka. To wszystko. Jestem z Lynn. Okay? - Danno mimo wszystko nie wierzy w jego zapewnienia. Ale nie drąży dalej, wie ile wciąż znaczy dla niego Catherine mimo całej tej otoczki przyjaźni.
- Okay. Kontynuuj.
- Ross ma córkę która od sześciu lat mieszka na Oahu. Może przyjechał do niej. Mamy adres.
- To jedziemy, ale najpierw pojadę się przebrać.
- Wróć do domu. Pojedziemy rano.
 Córka Ross 'a mieszka kilka domów od McGarrett 'a. Właśnie zastanawia się czy może ją zna. Przy garażu stoi piękny stary chevrolet impala. Uwagę komandora przyciąga spuszczone powietrze z przedniej opony. Dzwonek do drzwi i kolejny ale nikt nie otwiera.
- Może jej nie ma? -  Danno rozgląda się po terenie. Nagle drzwi się otwierają i przed mężczyznami staje młoda piękna brunetka. Ma na sobie strój kąpielowy a ręcznikiem wyciera włosy. Obaj panowie stoją jak zahipnotyzowani.
- Słucham? - pyta uprzejmie.
- Komandor Steve McGarrett a to Detektyw Danny Williams.
- Miło mi. Anna Ross. W czym mogę pomóc.
- Pani...
- Wystarczy Ann. - uśmiecha się kokieteryjnie do Steva
- Ann szukamy twojego ojca. - wyjaśnia Danny
- Nie rozumiem. - dziewczyna chyba naprawdę nie wie o kogo chodzi.
- Roy Ross. - dorzuca Danno.
- A... - dziewczyna blednie. - Chodzi wam o faceta który mnie spłodził. - powiało chłodem od tej wypowiedzi.
- Jeśli tak to nazwiesz. - drwi Danno
-  Szukamy go.- Steve ma dość tej paplaniny o niczym.
- Dlaczego u mnie?- detektywi czują wrogie nastawienie jakie dziewczyna ma do swojego ojca
- Kiedy widziałaś go ostatni raz?
- Jakieś osiemnaście lat temu w Chicago.  Miał iść ze mną na łyżwy ale znikną. Zostawił mnie bez słowa. Wiec skąd pomysł że jest u mnie? - wyraźnie zdenerwowana dalszymi pytaniami dziewczyna trzaska drzwiami. Stróże prawa są zdezorientowani, ale nie zamierzają odpuścić. Chcą zapukać jeszcze raz ale nie będą musieli dziewczyna znów otwiera drzwi i jest bardzo smutna. - Przepraszam. - bierze oddech i kontynuuje. - Zostawił mnie i mamę. Kiedy miałam piętnaście lat mama zmarła a właściwe zabiła się. Przeprowadzałam się chyba sto razy żeby opieka społeczna mnie nie dorwała. Aż wylądowała na Oahu. Jest mi tu dobrze i nie zamierzam nikogo ukrywać. Jeśli tylko gdzieś go zobaczę dam wam znać. -Nie spuszczając wzroku z McGarrett 'a dziewczyna dodaje.-  Nienawidzę tego człowieka jak nikogo na świecie i jeśli ma dostać nauczkę za to co mi zrobił bardzo chętnie się do tego przyczynie. - To zapewnienie wystarczyło i przekonało McGarrett 'a i Williams 'a. Pożegnali się zostawiając jej swoje numery telefonu.

 Zero punktu zaczepienia irytuje śledczych. Facet od tak przyleciał na wyspę i od razu się zaszył? Musi tu kogoś mieć. Ktoś mu pomaga. Lou sprawdza dokładnie kiedy Ross przyleciał na Oahu.
- Masz już coś? - pyta go McGarrett wychodząc ze swojego gabinetu.
- Znalazłem go na kamerach i mam już numer lotu. W zeszły wtorek przyleciał z Los Angeles. Postaram się dowiedzieć jak długo tam był.
- Okay. Jak skończysz idź do domu. Nie ma sensu zarywać nocy. - Komandor zmierza do wyjścia.
- Steve. - przystaje w progu. - Złapiemy go. Nie takich łapaliśmy. - Lou jak zawsze optymistyczny. Ale tego trzeba było McGarrett 'owi. Zdecydowanie podniosło go to na duchu. Po powrocie do domu na Steva czeka niespodzianka. Nad oceanem na plaży stoi Lynn. Uśmiechnięty mężczyzna podchodzi do niej nie do końca wierząc że już jest z powrotem.
- Lynn? - pyta zaskoczony.
- Hey! - wita się wesoło i czule całuje partnera.
- Już wróciłaś? Nie podobało ci się?
- Nie. Było fajnie. - na twarzy kobiety maluje się wyraz jaki budzi w Steve 'ie niepokój. Wie że nie przyjechała tylko żeby go zobaczyć. - Steve musimy porozmawiać. - i jeszcze to chore i znienawidzone przez niego zdanie. - Będąc na Alasce dostałam bardzo dobrą ofertę pracy. Zastanawiałam się nad nią kilka dni i pomyślałam że nie praca jest najważniejsza... - serce komandora przyspiesza ma nadzieję że zakończenie tego zdania będzie inne niż sobie wyobrażał na początku. -... ale to co czujemy i do kogo. Jesteś dla mnie bardzo ważny. To nie polega  dyskusji.  Kiedy tak myślałam to zrozumiałam że jeśli nie spróbuję będę miała pretensje nie tylko do siebie ale i do ciebie. A nie chcę cię winić. Myślę że to co jest miedzy nami może być naprawdę dobrą przyjaźnią.- i bum. Znów to samo. Kolejny cios w podbrzusze. Ta sytuacja złości McGarrett 'a ale jak zwykle rozumie. Lynn nie może rezygnować z siebie dla ich związku. To samo było z Catherine. Nie zatrzyma jej na siłę.
- Kiedy wylatujesz? - stara się ukryć swój żal i smutek i dobrze mu to wychodzi.
- Dziś. Przyszłam się tylko pożegnać. - wyjaśnia.
- Więc powodzenia. Mam nadzieję że będziesz szczęśliwa.
- Dziękuję za wszystko. - kobieta całuje go ale tym razem tylko w policzek i odchodzi zostawiając go samego.

Danny słyszy jak Melissa z kimś rozmawia. Kiedy wchodzi do kuchni dziewczyna właśnie dołożyła telefon.
- Kto dzwonił? - jest ciekaw bo Melissa nie ma zadowolonej miny.
- Lynn. Chciała się pożegnać bo nie da rady przyjechać osobiście.
- Pożegnać?
- Dostała dobrą posadę... na Alasce.- Melisa nie była z Lynn najlepszymi przyjaciółkami ale jednak smuci ją jej wyjazd.
- Mówiła coś o Steve 'ie? - Cholera jego przyjaciel musi być zdołowany ta informacją.
- Mówiła że przyjął to dosyć spokojnie ale prosiła żebyś miał na niego oko.
- Nie musi mnie o takie rzeczy prosić. - Danno całuje dziewczynę w policzek i wychodząc zabiera kluczyki do chevrolet 'a. W kilkanaście minut jest pod domem McGarrett 'a. Drzwi są otwarte więc wchodzi do środka. Woła, ale nikt nie odpowiada. Steva nie ma. Gdzie on się podział. To musiał być cios, rozstanie z Lynn, z tego samego powodu co rozstanie z Catherine. Współczuję mu z całego serca. Wybierając numer do przyjaciela słyszy podjeżdżają samochód. Wychodzi na ganek. Steve wysiada z auta z wyrazem twarzy jaki Danny jeszcze u niego nie widział. Przyjaciel zauważa go i w jednej chwili żal smutek i rozterka znika z twarzy komandora a zastępuje je zwykłe zmęczenie.
- Gdzie byłeś? - pyta zmartwiony Danno.
- W biurze, zapomniałem czegoś. A ty co tutaj robisz? - zabrzmiało to jak wyrzut mimo iż McGarrett nie miał nic złego na myśli.
- Tak ciebie też miło widzieć. Martwię się o ciebie, wiec przyjechałem.
- Nie masz powodu. Jest wszystko Okay. - wchodzą do domu McGarrett idzie prosto do lodówki. Wyjmuje dwa piwa i otwiera je.
- Na pewno nie mam? Steve... Lynn dzwoniła do Melissy. Rozstaliście się? - niby zadaje pytanie ale zna na nie odpowiedz. Steve nie ukrywa już swojego żalu.
- Wiesz co jest najgorsze... ja nawet nie byłem zdziwiony. Spodziewałem sie tego że zostawi mnie dla pracy. Jedynym pocieszeniem jest to że nie kłamała. Nie wymyśliła jakiejś głupiej pomocy humanitarnej dla trzeciego świata tylko wprost oznajmiła że woli pracę. - żal jaki wylewa się z jego słów jest bolesny również dla Danno.
- Steve nie wiem co ci mam powiedzieć...
- Nic nie musisz mówić. Ja wiem... dla mnie też całym życiem jest praca i wiem że ciężko to zaakceptować. - Danno naprawdę pierwszy raz widzi takiego Steva. Był załamany kiedy Catherine go zostawiła rzekomego żeby pomagać na misji, ale drugi raz to zbyt wiele nawet jak na komandosa NAVY SEALs - To koniec.
- O czym mówisz?
- Przestaję umawiać się z kobietami. Koniec. Ożeniłem się z pracą i tak zostanie.
- Steve nie załamuj się. Właśnie teraz powinieneś się z kimś umówić. Iść na żywioł. Spójrz na siebie. Wysportowany, prawdomówny, zorganizowany, przystojny, ze świeca szukać takiego faceta. Sam bym się z tobą ożenił. Ale niestety jestem z Melissą. - żarty przyjaciela działają. Steve odzyskuje humor.
- Tak... my od siedmiu lat jesteśmy w związku . - dodaje podając kumplowi butelkę. - Za nasz związek. Kocham Cię.- dodaje rozbawiony.
- Ja ciebie też kocham. - wyznaje Danno.







C.D.N.



Nowy pomysł :) Komentarze mile widziane :) Niedługo kolejna część.