Kolejny weekend bez żadnej nawet najmniejszej sprawy mija. Można by się było do tego przyzwyczaić. Five-0 działa od kilku lat i jeszcze się nie zdarzyło coś takiego. Czyżby z wyspy wywiało wszystkich przestępców? A może tak dobrze się ukrywają? Tak czy inaczej dzięki braku pracy ekipa może oddać się przyjemnością. Kono i Adam polecieli do Nowego Jorku. Chin z Sarą odwiedzają jej rodzinę w Meksyku. Lou bierze udział w turnieju golfowym a Danno ma czas dla Melissy. Natomiast Steve przez to że Lynn wyjechała do rodziny nie zaplanował nic oprócz meczu football 'u, piwa i hawajskiego żarcia. Ostatnimi czasy Lynn często wyjeżdża, a to do rodziny, a to do znajomych. Dwa tygodnie była na Alasce, podobno z koleżankami ze studiów. Steve podejrzewa że to wszystko zmierza w tą samą stronę co jego relacja z Catherine. Nie przyzna tego ale boi się. Przed tym wszystkim myślał nawet o tym żeby zaproponować jej wspólne mieszkanie ale może dobrze że tego nie zrobił. Nie chciał by jej zmuszać do niczego. Mecz wygrywa lokalna drużyna. Zadowolony z wyniku Steve zamierza pojechać do miasta. Nagle dzwoni telefon. Numer nieznany.
- Steve McGarrett.
- Steve. - odzywa się kobiecy głos. - To ja Catherine. Potrzebuję twojej pomocy. - na dźwięk imienia swojej byłej serce komandora przyspiesza.
- Gdzie jesteś?
- Za dwie godziny ląduje na Oahu. - rozłącza się.
- Catherine? - O co może chodzić? Mimo wszystko nie może pozostać obojętny na prośbę o pomoc.
Dzięki odznace five -0 Steve może czekać na płycie lotniska. Jest pewny że Catherine przyleci prywatnym samolotem. Choć w zasadzie odkąd współpracuje z CIA Steve nie jest pewny niczego co związane z nią. Jest zestresowany, a może i podniecony że po tak długim czasie zobaczy ja na własne oczy. W końcu dalej są przyjaciółmi. Samolot ląduje dokładnie o czasie. Catherine szybko opuszcza pokład i zmierza w kierunku McGarrett 'a. Widać po niej że nie jest jej obojętny jego widok.
- Hey. - wita się z uśmiechem tuląc do siebie przyjaciela.
- Co się stało? - przejście do tematu pozwoli mu uniknąć niezręczności.
- Na wyspę niedawno przyleciał ktoś kogo szukamy. Roy Ross. Osiemnaście lat temu obronił bank federalny w Chicago. Łup to ponad dziesięć milionów dolarów. Po napadzie znikną jak kamfora. Teraz jest na wyspie. Potrzebujemy waszej pomocy. Rozmawiałam z panią gubernator. Wyraziła zgodę na współpracę.
- Okay. Pomożemy wam. Pojedziemy do pałacu zwołam ludzi....
- Steve... ale ja nie zostaje. - komandor wyraźnie zmieszany nie do końca wie o co ma powiedzieć. - Wracam do Chicago. Sprawa jest wasza. My tylko przylecimy po więźnia. - Catherine też nie jest zadowolona z obrotu sprawy. Nie przypuszczała, że Steve pomyśli że zostaje.
- Mogłaś zadzwonić. - To prawda mogła ale wyraźnie nie chciała załatwiać sprawy przez telefon.
- Tutaj są akta Ross 'a. Uważaj na niego jest sprytny. - nie chcąc dalej przeciągnąć wizyty odwraca się i idzie do samolotu.
- Catherine. - ciężar jaki nosi na sercu McGarrett nie da się porównać z niczym a za każdym takim odejściem Catherine dokłada do niego kilka kilogramów. - Miło cię było zobaczyć. - odpowiada tylko uśmiechem a Steve kierując się w stronę wyjścia dzwoni do Danno.
- Mów. - odzywa się zaspanym głosem Detektyw.
- Zbieraj się. Nagła sytuacja. Koniec urlopu.
Pobudka o jedenastej w nocy nie jest czymś czego Danno się spodziewał, a co za tym idzie będzie irytujący bardziej niż zwykle. Steve jednak da sobie z tym radę.
- Okay. Nie osadzaj. Wyciągnąłeś mnie z łóżka w wolny dzień. - woła Danno od progu. Ma na sobie czarne spodnie dresowe i biała koszulkę z napisem "Miś". Na nogach japonki.
- Serio? - Steve próbuje zachować powagę, ale cały jego strój w połączeniu z jego miną jest tak komiczny, że to nie możliwe. - "Miś" ?
- Dostałem od Melisy na walentynki rok temu. Masz z tym problem?
- Nie. - kręci głową i powstrzymuje śmiech.
- Lepiej mi mów co się dzieje? Po co mnie tu ściągnąłeś? - pyta oburzony.
- Roy Ross. Przyleciał na wyspę dwa tygodnie temu. Jest poszukiwany za napad na bank.
- Napad, - czyta na ekranie - ...ściga go CIA, dlaczego my się tym zajmujemy?
- Przekazali nam tą sprawę. - To co powiedział to nie kłamstwo tylko wyznanie nie całej prawdy.
- Okay. Wiec co z tym Ross 'em?
- CIA podejrzewa że ukrył łup na Hawajach i teraz po niego wrócił. Nawet jeśli nie to i tak mają wystarczająco dużo dowodów na to żeby go wsadzić. Jest podejrzany o współpracę z grupą przestępczą i dwa morderstwa. My mamy go tylko złapać.
- Od kiedy robimy za pieski łowieckie CIA? My mamy odwalić brudną robotę oni zbiorą laury.
- Gubernator się zgodziła. - wyjaśnia komandor
- To znaczy że teraz jesteśmy pod ich dowództwem? - Steve nie może już słuchać tego jęczenia.
- Catherine mnie o to prosiła. Okay?
- O i proszę mamy rozwiązanie zagadki. - drwi Danno. - Lubię ją. To naprawdę super dziewczyna ale zaczyna mnie wkurzać. Wykorzystuje cię i to co było między wami a ty biegniesz na każdy telefon jak zaczarowany. - Steve chce mu przerwać i wyjaśnić że to nie jego sprawa ale detektyw kontynuuje swój wywód. - Pamiętasz akcję w Afganistanie albo kiedy potrzebowała pomocy z handlarzami bronią albo...
- To tylko przysługa ona też nie raz nam pomagała.... nie dorabiaj do tego jakiejś ideologii.
- Dzwoniła? - Steve kiwa głową na nie - Była tutaj?
- Godzinę temu wróciła do Chicago.
- A widzisz mogła zadzwonić ale wolała przyjechać bo wiedziała że jej widok wpłynie na ciebie. - wrzeszczy Danny.- Nigdy wcześniej nie chciałeś mieć do czynienia z CIA ale wystarczyło jedno słowo Catherine i nie masz nic przeciwko...
- Danny. Zamknij się. Proszę. - Steve nie wytrzyma tego dłużej. - Masz rację chcę jej pomóc bo to moja przyjaciółka. To wszystko. Jestem z Lynn. Okay? - Danno mimo wszystko nie wierzy w jego zapewnienia. Ale nie drąży dalej, wie ile wciąż znaczy dla niego Catherine mimo całej tej otoczki przyjaźni.
- Okay. Kontynuuj.
- Ross ma córkę która od sześciu lat mieszka na Oahu. Może przyjechał do niej. Mamy adres.
- To jedziemy, ale najpierw pojadę się przebrać.
- Wróć do domu. Pojedziemy rano.
Córka Ross 'a mieszka kilka domów od McGarrett 'a. Właśnie zastanawia się czy może ją zna. Przy garażu stoi piękny stary chevrolet impala. Uwagę komandora przyciąga spuszczone powietrze z przedniej opony. Dzwonek do drzwi i kolejny ale nikt nie otwiera.
- Może jej nie ma? - Danno rozgląda się po terenie. Nagle drzwi się otwierają i przed mężczyznami staje młoda piękna brunetka. Ma na sobie strój kąpielowy a ręcznikiem wyciera włosy. Obaj panowie stoją jak zahipnotyzowani.
- Słucham? - pyta uprzejmie.
- Komandor Steve McGarrett a to Detektyw Danny Williams.
- Miło mi. Anna Ross. W czym mogę pomóc.
- Pani...
- Wystarczy Ann. - uśmiecha się kokieteryjnie do Steva
- Ann szukamy twojego ojca. - wyjaśnia Danny
- Nie rozumiem. - dziewczyna chyba naprawdę nie wie o kogo chodzi.
- Roy Ross. - dorzuca Danno.
- A... - dziewczyna blednie. - Chodzi wam o faceta który mnie spłodził. - powiało chłodem od tej wypowiedzi.
- Jeśli tak to nazwiesz. - drwi Danno
- Szukamy go.- Steve ma dość tej paplaniny o niczym.
- Dlaczego u mnie?- detektywi czują wrogie nastawienie jakie dziewczyna ma do swojego ojca
- Kiedy widziałaś go ostatni raz?
- Jakieś osiemnaście lat temu w Chicago. Miał iść ze mną na łyżwy ale znikną. Zostawił mnie bez słowa. Wiec skąd pomysł że jest u mnie? - wyraźnie zdenerwowana dalszymi pytaniami dziewczyna trzaska drzwiami. Stróże prawa są zdezorientowani, ale nie zamierzają odpuścić. Chcą zapukać jeszcze raz ale nie będą musieli dziewczyna znów otwiera drzwi i jest bardzo smutna. - Przepraszam. - bierze oddech i kontynuuje. - Zostawił mnie i mamę. Kiedy miałam piętnaście lat mama zmarła a właściwe zabiła się. Przeprowadzałam się chyba sto razy żeby opieka społeczna mnie nie dorwała. Aż wylądowała na Oahu. Jest mi tu dobrze i nie zamierzam nikogo ukrywać. Jeśli tylko gdzieś go zobaczę dam wam znać. -Nie spuszczając wzroku z McGarrett 'a dziewczyna dodaje.- Nienawidzę tego człowieka jak nikogo na świecie i jeśli ma dostać nauczkę za to co mi zrobił bardzo chętnie się do tego przyczynie. - To zapewnienie wystarczyło i przekonało McGarrett 'a i Williams 'a. Pożegnali się zostawiając jej swoje numery telefonu.
Zero punktu zaczepienia irytuje śledczych. Facet od tak przyleciał na wyspę i od razu się zaszył? Musi tu kogoś mieć. Ktoś mu pomaga. Lou sprawdza dokładnie kiedy Ross przyleciał na Oahu.
- Masz już coś? - pyta go McGarrett wychodząc ze swojego gabinetu.
- Znalazłem go na kamerach i mam już numer lotu. W zeszły wtorek przyleciał z Los Angeles. Postaram się dowiedzieć jak długo tam był.
- Okay. Jak skończysz idź do domu. Nie ma sensu zarywać nocy. - Komandor zmierza do wyjścia.
- Steve. - przystaje w progu. - Złapiemy go. Nie takich łapaliśmy. - Lou jak zawsze optymistyczny. Ale tego trzeba było McGarrett 'owi. Zdecydowanie podniosło go to na duchu. Po powrocie do domu na Steva czeka niespodzianka. Nad oceanem na plaży stoi Lynn. Uśmiechnięty mężczyzna podchodzi do niej nie do końca wierząc że już jest z powrotem.
- Lynn? - pyta zaskoczony.
- Hey! - wita się wesoło i czule całuje partnera.
- Już wróciłaś? Nie podobało ci się?
- Nie. Było fajnie. - na twarzy kobiety maluje się wyraz jaki budzi w Steve 'ie niepokój. Wie że nie przyjechała tylko żeby go zobaczyć. - Steve musimy porozmawiać. - i jeszcze to chore i znienawidzone przez niego zdanie. - Będąc na Alasce dostałam bardzo dobrą ofertę pracy. Zastanawiałam się nad nią kilka dni i pomyślałam że nie praca jest najważniejsza... - serce komandora przyspiesza ma nadzieję że zakończenie tego zdania będzie inne niż sobie wyobrażał na początku. -... ale to co czujemy i do kogo. Jesteś dla mnie bardzo ważny. To nie polega dyskusji. Kiedy tak myślałam to zrozumiałam że jeśli nie spróbuję będę miała pretensje nie tylko do siebie ale i do ciebie. A nie chcę cię winić. Myślę że to co jest miedzy nami może być naprawdę dobrą przyjaźnią.- i bum. Znów to samo. Kolejny cios w podbrzusze. Ta sytuacja złości McGarrett 'a ale jak zwykle rozumie. Lynn nie może rezygnować z siebie dla ich związku. To samo było z Catherine. Nie zatrzyma jej na siłę.
- Kiedy wylatujesz? - stara się ukryć swój żal i smutek i dobrze mu to wychodzi.
- Dziś. Przyszłam się tylko pożegnać. - wyjaśnia.
- Więc powodzenia. Mam nadzieję że będziesz szczęśliwa.
- Dziękuję za wszystko. - kobieta całuje go ale tym razem tylko w policzek i odchodzi zostawiając go samego.
Danny słyszy jak Melissa z kimś rozmawia. Kiedy wchodzi do kuchni dziewczyna właśnie dołożyła telefon.
- Kto dzwonił? - jest ciekaw bo Melissa nie ma zadowolonej miny.
- Lynn. Chciała się pożegnać bo nie da rady przyjechać osobiście.
- Pożegnać?
- Dostała dobrą posadę... na Alasce.- Melisa nie była z Lynn najlepszymi przyjaciółkami ale jednak smuci ją jej wyjazd.
- Mówiła coś o Steve 'ie? - Cholera jego przyjaciel musi być zdołowany ta informacją.
- Mówiła że przyjął to dosyć spokojnie ale prosiła żebyś miał na niego oko.
- Nie musi mnie o takie rzeczy prosić. - Danno całuje dziewczynę w policzek i wychodząc zabiera kluczyki do chevrolet 'a. W kilkanaście minut jest pod domem McGarrett 'a. Drzwi są otwarte więc wchodzi do środka. Woła, ale nikt nie odpowiada. Steva nie ma. Gdzie on się podział. To musiał być cios, rozstanie z Lynn, z tego samego powodu co rozstanie z Catherine. Współczuję mu z całego serca. Wybierając numer do przyjaciela słyszy podjeżdżają samochód. Wychodzi na ganek. Steve wysiada z auta z wyrazem twarzy jaki Danny jeszcze u niego nie widział. Przyjaciel zauważa go i w jednej chwili żal smutek i rozterka znika z twarzy komandora a zastępuje je zwykłe zmęczenie.
- Gdzie byłeś? - pyta zmartwiony Danno.
- W biurze, zapomniałem czegoś. A ty co tutaj robisz? - zabrzmiało to jak wyrzut mimo iż McGarrett nie miał nic złego na myśli.
- Tak ciebie też miło widzieć. Martwię się o ciebie, wiec przyjechałem.
- Nie masz powodu. Jest wszystko Okay. - wchodzą do domu McGarrett idzie prosto do lodówki. Wyjmuje dwa piwa i otwiera je.
- Na pewno nie mam? Steve... Lynn dzwoniła do Melissy. Rozstaliście się? - niby zadaje pytanie ale zna na nie odpowiedz. Steve nie ukrywa już swojego żalu.
- Wiesz co jest najgorsze... ja nawet nie byłem zdziwiony. Spodziewałem sie tego że zostawi mnie dla pracy. Jedynym pocieszeniem jest to że nie kłamała. Nie wymyśliła jakiejś głupiej pomocy humanitarnej dla trzeciego świata tylko wprost oznajmiła że woli pracę. - żal jaki wylewa się z jego słów jest bolesny również dla Danno.
- Steve nie wiem co ci mam powiedzieć...
- Nic nie musisz mówić. Ja wiem... dla mnie też całym życiem jest praca i wiem że ciężko to zaakceptować. - Danno naprawdę pierwszy raz widzi takiego Steva. Był załamany kiedy Catherine go zostawiła rzekomego żeby pomagać na misji, ale drugi raz to zbyt wiele nawet jak na komandosa NAVY SEALs - To koniec.
- O czym mówisz?
- Przestaję umawiać się z kobietami. Koniec. Ożeniłem się z pracą i tak zostanie.
- Steve nie załamuj się. Właśnie teraz powinieneś się z kimś umówić. Iść na żywioł. Spójrz na siebie. Wysportowany, prawdomówny, zorganizowany, przystojny, ze świeca szukać takiego faceta. Sam bym się z tobą ożenił. Ale niestety jestem z Melissą. - żarty przyjaciela działają. Steve odzyskuje humor.
- Tak... my od siedmiu lat jesteśmy w związku . - dodaje podając kumplowi butelkę. - Za nasz związek. Kocham Cię.- dodaje rozbawiony.
- Ja ciebie też kocham. - wyznaje Danno.
C.D.N.
Nowy pomysł :) Komentarze mile widziane :) Niedługo kolejna część.
Nono :D Super się zapowiada <3 Czekam na dalsze części :D
OdpowiedzUsuń