- Coś ty powiedział? - wyraźnie rozdrażniony komandor nie jest pewny czy dobrze usłyszał czego żąda morderca.
- Detektyw Daniel Williams. Ma się zjawić w ciągu godziny w wyznaczonym miejscu albo zabije kolejny raz. Decyzja należy do ciebie McGarrett. - Rosjanin jest pewny swego.
- Skąd wiesz kto zabił...- nim Steve kończy zdanie na głównym ekranie pojawia się link. Odtworzenie go szokuje każdą osobę w pokoju. To film z kamery przemysłowej. Na pieszym planie widać Danny 'ego i kobietę która jest żywa tarcza dla bandziora. Ewidentnie patowa sytuacja denerwuje detektywa który oddaje strzał. Napastnik pada na ziemię a z nim kobieta.
- Strzelając do niego zrobiłeś moją siostrę. Wykrwawiła się zanim zdążyłeś sprawdzić jej stan. Detektywie niech pan przemyśli czy kolejna ofiara jest potrzebna?
- Gdzie mam przyjechać? - Danny nie chcę żeby ktoś jeszcze zginął.
- Wyśle adres sms 'em. - odpowiada i rozłącza się.
- Nie, czekaj! - krzyczy Steve. - Danny co ty wyprawiasz? Chyba nie chcesz tam jechać?
- A mamy inne wyjście? - Danno rozumie przyjaciela ale czuje że postępuje słusznie, głupio ale słusznie. - Sam mówiłeś że chcesz go złapać teraz mamy prawdziwą okazję. -Steve nie ma prawa być zły na przyjaciela bo sam postąpił by tak samo. Nie daje mu jednak spokoju to skąd Drenko ma ten film. Był z pewnością w aktach tamtej sprawy ale nikt oprócz pracowników Five-0 i pracowników biura nie ma dostępu do nich. Ktoś musi mu pomagać.
-Kono mamy numer z którego dzwonił? -dziewczyna sprawdza i potwierdza skinieniem głowy - Sprawdź czy kontaktował się z kimś z pałacu. - małe szanse na potwierdzenie teorii Steva nie zniechęciły Kono. Kilka minut zajęło jej znalezienie winnego.
- Shannon Call. Stażysta w archiwum. Kontaktował się z nią sześć razy w ciągu ostatnich kilku dni.
- Przyprowadźcie ją.
W piwnicy na komandora i detektywa czeka już podejrzana Shannon. Jest roztrzęsiona, winę wypisaną ma na twarzy. Nie będzie trzeba bardzo się starać żeby wyciągnąć z niej informację.
- Wykradłaś z archiwum nagranie dla Andre Drenko. - to stwierdzenie doprowadza do łez dziewczynę. - Dlaczego?
- Groził mi. - wyznaje. - Najpierw groził mi, potem mojej rodzinie... nie mogłam postąpić inaczej.
- Mogłaś przyjść do nas. - wrzeszczy komandor.
- Steve. - uspokaja go Danno.
- Wiesz ile zabił ludzi?
- Wiem - szepcze dziewczyna. - Dlatego się bałam.
Cała ekipa przygotowuje się do tego co nieuniknione. Danny będzie przynęta a to powoduje pełną mobilizację. Kiedy wszystko jest gotowe a na telefon komandora przychodzi adres całe five-0 zbiera się w drogę. Przed samochodem Steve rzuca kluczyki Danno.
- Ty prowadzisz?
- Zaczekaj. - Danno jest zaskoczony i nie może oprzeć się wrażeniu że to ma jakieś drugie dno. - Dajesz mi prowadzić?
- W końcu to twoje auto. - wyjaśnia Steve
- Tak ale...
- Siedem lat trujesz mi głowę o to że nie daję ci prowadzić twojego samochodu, a kiedy już to robię znów narzekasz. - Działanie Steva jest celowe ale nie zamierza powiedzieć o tym przyjacielowi.
- To jakaś łaska dlatego że ten gościu chce mnie zabić?
- O czym ty mówisz? Chcesz się kłócić?
- Ja? Ja się nie kłócę po prostu chcę znać przyczynę twojego zachowania.
- Wsiadaj. - Steve przerywa tę konwersacje a Danno wsiada zadowolony aczkolwiek cały czas myśli o motywach działania przyjaciela. W trakcie jazdy Danno wybiera numer do swojej córki.
- Hallo?- słychać cienki dziewczęcy głos.
- Hey skarbie. Jak tam wizyta u mamy? - głos córki wpływa na niego kojąco.
- Super. Mama zabrała mnie na zakupy a Charlie jest w domu z babcią.
- To świetnie. Baw się dobrze. Kocham się, małpko. - wyrzuca mimo zaciskającego się gardła.
- Danno? Wszystko w porządku? - Grace czuje że ojciec coś ukrywa. Boi się o niego wie jaką ma pracę i godzi się z wszystkimi jej aspektami.
- Tak, wszystko okay. Po prostu cię kocham.
- Ja ciebie też kocham Danno.
- Pa małpko.- Teraz może już zająć się tylko sprawą.
Miejsce spotkania znajduje się niedaleko za miastem. Na jednym z opuszczonych już pozostałości fabryki które dookoła pozarastały chwastami i innymi hawajskimi roślinami. Danno zatrzymuje samochód kilkadziesiąt metrów od budynku. Wyłączną silnik. Patrzy jak jego partner siedzi w milczeniu na siedzeniu obok.
- Modlisz się? - pyta drwiąco. - To bardzo pocieszające zważywszy że zaraz mam się spotkać z mordercą. - Te kpiny które towarzyszyły Danno i McGarrett 'owi zawsze miały jakiś cel. Tym razem detektyw chciał jak najdalej odsunąć od siebie myśl o ryzyku jakie podejmuje. Chwilę później następuje coś czego Danny mimo swojej całej podejrzliwości wobec przyjaciela, się nie spodziewał. W mgnieniu oka Steve zapina na jego prawej ręce obrączkę kajdanek a drugą zapina o kierownice. Zabiera mu kluczyki i wychodzi. - Hej co ty robisz, stary? Odbiło ci?
- Nie mogę pozwolić na to żeby coś ci się stało. Masz dzieci. - przekrzykuje partnera.
- Co z tego? On i tak chce mnie. Steve...
- Ktoś cię później uwolni. - wyrzuca kluczyki tuż przy samochodzie i zatrzaskuje drzwi. Danny krzyczy za nim ale nic z tego. Jego partner jest zdeterminowany. Kiedy tylko znika w budynku odzywa się telefon.
- Kono? Gdzie jesteś?
- Dalej w biurze...
- Steve oszalał. Przykuł mnie do kierownicy i sam poszedł do tego...
- Cholera Danny on nie chce ciebie. Film został spreparowany. Nie ty zastrzeliłeś tamtą dziewczynę. To Steve... on chce dopaść McGarrett 'a...
Ostrożnie z rezerwą Steve wchodzi do magazynu. Wie że w każdej chwili morderca może go zaatakować. Jednak zaskakuje go fakt, że ten wcale się nie ukrywa.
- McGarrett. - mężczyzna stoi na środku ma założone ręce a w jednej z nich trzyma broń. - Wiedziałem że przyjdziesz.
- Zależy ci na mnie nie na moim przyjacielu. - McGarrett pamięta tamten dzień. Od początku czuł że nie chodzi o Danno. - To ja zabiłem twoją siostrę. - wyjaśnia. Napastnik spina się i zaciska dłoń na broni.
- Jesteś mordercą.
- Ona nie była zakładniczka. Próbowała wyciągnąć broń dlatego strzeliłem. Ale ty już to wiesz. - mimo całego szkolenia jakie przeszedł McGarrett nie wie czego może się spodziewać więc nie przestaje całować w przeciwnika.
- Była moją siostrą. A ty ją zabiłeś. Musisz za to odpowiedzieć.
Ni stąd ni zowąd na szyi wyczuwa zimną lufę. Drenko nie jest sam.
- Rzuć broń McGarrett. - kolejny mężczyzna z obcym akcentem w głosie. - To koniec.
- A ty to kto? - gra na zwłokę to jedyne wyjście. Teraz Steve trochę żałuje że przykuł Danno do kierownicy. Potrzebna mu pomoc a tym co zrobił sam sobie strzelił w kolano.
- Ktoś kto cię nie lubi. - wyjaśnia zagadkowy mężczyzna. - Ale spokojnie nie ja cię zabiję wiec rób co mówię i rzuć broń. - McGarrett nie ma wyjścia wykonuje polecenie. - Do przodu. - popycha go. Posłusznie idzie w stronę Andre staje dwa metry od niego a drugi napastnik kopie go w nogi tak aby ten uklęknął. - Ręce za głowę. - spinką do kabli krępuje mu ręce za plecami.
- Wiesz, McGarrett... - Rosjanin akcentuje jego nazwisko z pogardą. - ... co to jest Rosyjska Ruletka? - czeka na jego odpowiedz ale nie zależy mu na niej. - Miałem cię zabić szybko ale skoro jesteś tu sam mogę się trochę pobawić. Z resztą bawię się z tobą od kilku dni, dlaczego miałbym przestać? Jedna kula jeden pistolet i nas dwóch.
- Jak mam pociągnąć za spust skoro mnie związałeś? - obaj mężczyźni są rozbawieni.
- Mój przyjaciel pociągnie za spust za ciebie. Zaczynamy. - Drenko wkłada kulę do broni zamyka bębenek i kreci nim. - Pozwolisz że zacznę. - przystawia mu pistolet do czoła i pociąga za spust. Nic. Nie tym razem. Serce Steva staje na kilka sekund. Wiele razy był bliski śmierci ale to co innego. Tu się na nią czeka i kiedy gdzieś z tylu głowy jest się na to gotowym ona mówi "Nie teraz ale może za chwilę." To gorsze niż strzał z zaskoczenia. Następnie Andre przekazuje broń stojącemu za McGarrett 'em mężczyźnie. Ten pociąga bez wahania za spust i także nic. - Zero zero McGarrett. - odbiera broń i od razu strzela. Wystraszony komandor nawet nie zdążył nabrać oddechu. - Cóż znów nic. - następny strzał to także pudło.
- Zostały dwie szanse. Po jednej dla każdego. Gotowy McGarrett? - pyta i powoli z precyzją znów przykłada lufę do czoła komandora. Ten zamyka oczy i przypomina sobie wszystkie chwile spędzone z najbliższymi. Przypomina sobie pierwsze spotkanie z Danno, to jak z nim pracował, ile razy uratował mu życie i ile razy Danno ratował je jemu. Jego przyjaciel siedzi teraz w aucie kilkadziesiąt metrów od niego i pewnie usłyszy strzał. Widzi to w swojej głowie, jak Danno stoi na jego zwłokami. Patrzy załzawionymi oczami na związanego leżącego na ziemi przyjaciela i... strzał. To koniec, ta ostatnia myśl... coś jest nie tak. Skoro padł strzał to nie powinien już czuć oddychać a już na pewno nie powinien myśleć wiec co....? Steve otwiera oczy i słyszy kolejny strzał i kolejny. Na ziemi przed nim leży martwy Drenko a ten drugi jakieś trzy metry dalej postrzelony próbuje wziać. Nagle obok przechodzi Danno idzie wprost na uciekiniera z wycelowana w niego bronią.
- Dokąd uciekasz? - drwi. - Masz kulę w nodze a dookoła cała masa policji. Masz za dużo sił? - kopie w ranną nogę Rosjanina tak ze ten przewraca się na bok. Detektyw celuje w drugą i oddaje strzał. Rosjanin wrzeszczy wije się z bólu. - To za nadgorliwość i za związanie mojego przyjaciela. - Teraz jest już pewny ze tamten nie ucieknie wiec szybkim krokiem podchodzi do Steva. - Hey! Kolego! Wszystko okay? - McGarrett jest w szoku i tylko kiwa głową odpowiadając na pytanie przyjaciela. - Nie wybaczyłem ci jeszcze tego co zrobiłeś, ale cieszę się że żyjesz. - Steve sięga po broń z której miał strzelać do niego Drenko. Otwiera bębenek i widzi że ta kula była dla niego.
-Ja też. Ja też.- Steve podnosi się z ziemi i przytula Danno mocno do siebie. Kiedy wypuszcza go z objęć zmierza w stronę wyjścia rzucając na odchodne. - Skuj go, Danno!
Koniec!
To na razie tyle tej historii (sprawy) McDanno. Mam jeszcze jedną w głowie ale najpierw musze ją sobie tam uporządkować a potem przeleje moje myśli na bloga :) Dzięki że czytacie :) Piszczcie uwagi propozycje itp. Jestem otwarta na krytykę... w końcu to ona jest kluczem do samodoskonalenia :) a_nes :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz