C.D.
Dni mijają a Steve nie może się skontaktować z Ann. Zaczyna myśleć że zachowuje się jak stalker. Może ona nie chce już się z nim spotkać, a to co powiedziała w jego domu to tylko wyraz jej grzeczności? Nie jest to ważne bo Steve wciąż myśli o niej. W drodze do pracy zauważa na chodniku osobę. Idzie przed siebie mimo deszczu, bez parasola czy kurtki . Po chwili dopiero McGarrett orientuje się że to Ann. Zatrzymuje się obok niej, a ona odskakuje jakby spodziewała się ataku.
-Hej wskakuj. Podwiozę cię. - dziewczyna kiwa głową. Nie chce wsiąść do auta. Steve niemal siłą wciąga ja do środka. - Co jest? Dlaczego...
-Zamoczę ci tapicerkę. - wyjaśnia ale ewidentnie nie to jest powodem. McGarrett sięga na tylnie siedzenie i podaje dziewczynie swój dres.
-Przebierz się. Nie będę podglądał. - zapewnia parząc tylko na drogę. Kiedy obok na siedzeniu dziewczyna przestaje się wiercić i skakać to znak że już się przebrała. Steve zerka żeby sprawdzić. Smutna patrzy na swoje ręce. - Co się dzieje? Nie odbierasz telefonów...
- Od nikogo nie odbieram. - szepcze.
- Dokądś cię podwieźć?- pyta ją ale ona nie odpowiada. Martwi go jej rezygnacja i dystans jaki utrzymuje wobec niego. Nagle dzwoni telefon. - McGarrett.
-Mamy problem. Przyjedź do biura. - Danny też jest zdenerwowany. Co jest z tymi ludźmi dzisiaj?
-Możesz mnie wysadzić na skrzyżowaniu. - Ann jest tak cicha że Steve nie wie czy mówi do niego czy sama do siebie. Chce uciec, żeby nie wyjaśniać mu swojego zachowania ale trafiła na upartego człowieka.
-Nie. Pojedziesz ze mną. Musisz mi wyjaśnić, dlaczego tak się zachowujesz? - Kiedy docierają do biura McGarrett zostawia Ann w holu a sam zmierza do swojej ekipy. - Co się dzieje?
- CIA zgłosiło ucieczkę więźnia. - wyjaśnia Kono.
- Kogo? - Do biura wchodzi Ann jest wściekła i w niczym nie przypomina tej Ann z przed kilku minut. - Miałaś czekać na dole? - za Ann do biura wchodzi policjant.
-Powiedz to temu krawężnikowi - buczy dziewczyna a wszystkich dookoła bulwersuje jej komentarz.
-Wałęsała się bez przepustki.
- Nie 'wałęsała się' tylko podziwiałam infrastrukturę.
- Wystarczy. Zostaw ja. Dziękuję. - Steve ma już dość i chce wrócić do sprawy.
- Ładny dres. - rzuca Danny widząc jak Ann przechodzi pokornie obok McGarrett 'a.
- Zmokłam. Detektywie Williams niech Pan uspokoi wyobraźnię.
-Kto uciekł?- nie zwracając uwagi na kąśliwe docinki Steve stara się skupić. Detektywi milczą. Komandorowi siadają nerwy najpierw Ann teraz jego ludzie. Cholera jasna. - Kto uciekł? - to pytanie wręcz krzyczy.
-Roy Ross. - wyrzuca z siebie Danny. Kiedy tylko to nazwisko wpada w ucho Steva ten odwraca się do dziewczyny. a ta wygląda jakby cała krew spłynęła jej do stóp. Jest blada i zaczyna się trząść. Rzuca się biegiem do drzwi a Steve za nią. Lapie ja dopiero na parkingu.
- Hej. Dokąd.? - dziewczyna drzy i zachowuje się jak nawiedzona. - Boisz się go? - to szok bo Ann wyglądała na bardzo silna dziewczynę która nie boi się swojego ojca mimo tego kim jest. - On ci nic nie zrobi...
- To dlatego...- mówi jakby do siebie. - Dlatego nie odbierałam. On dzwonił do mnie. Dzwonił w dzień, w nocy. Wysyłał kartki z groźbami. On chce się zemścić. Chce mnie ukarać za to że go oszukałam, zdradziłam, ośmieszyłam. - dziewczyna mówi tak szybko że komandor ledwo rozumie co do niego mówi.
-Spokojnie, on nic ci nie zrobi. - zapewnia. Dziewczyna patrzy mu prosto w oczy, widać w nich ogromne zaufanie. - Będziesz bezpieczna. Obiecuję. - gdy emocję opadają McGarrett wraca z Ann do środka.
- Mówiła prawdę. Roy ukradł telefon jednemu z agentów i dzwonił do niej kilkanaście razy przez ostatnie trzy dni. - wyjaśnia Kono.
- Dlaczego dopiero teraz o tym się dowiadujemy?
- CIA chciało załatwić to na swoich zasadach...
- Dali plamę i chcieli to zatuszować. - Danny jest mniej optymistyczny.- Musimy jej załatwić ochronę. - dodaje zerkając na dziewczynę w gabinecie McGarrett 'a. Wpatruje się w swoje dłonie i wygląda okropnie smutno.
- Tak tylko gdzie? Najbliższy wolny dom jest na drugiej części wyspy. - zrezygnowani próbują wymyślić coś innego ale Steve ma już plan.
Najpierw dziewczyna pojechała do siebie pod eskortą HPD. Uparła się ze musi zabrać swoje rzeczy. Gdy nie zjawiła się w umówionym miejscu McGarrett wybrał się do jej domu. Policjanci stoją w salonie a Ann jest na plaży. Po wyładowaniu swojej złości na kolegach po fachu komandor zmierza do Ann. Dziewczyna jest zapatrzona w ocean .
- Będzie mi brakować tego miejsca.- mówi załamanym głosem.
- Wrócisz tu gdy go złapiemy. - pociesza ją ale to chyba na nic.
-Nie wrócę. - zapewnia. - A jeśli on nie zniknie na zawsze ... nie zostanę na tej wyspie. - Co Ann ma na myśli? Czy sugeruje żeby McGarrett zabił Roy 'a? Nie, chyba nie, ona nie jest do tego zdolna.
- Dam ci chwile a później pojedziemy do mnie. - dziewczyna usłyszała, ale nie zareagowała. Steve wchodząc do środka domu odwołuje policję, żeby nie robić zamieszania. Stojąc tak po środku już prawie pustego salonu Steve ma wrażenie że robi cos nie tak. Jest wyszkolony do transportu świadków koronnych, ważnych osób czy innych którym nie może stać się krzywda. Teraz robi coś niewłaściwego, on jest w domu a Ann na zewnątrz. Nie tak powinno być. Jest na otwartej przestrzeni. Idealny cel. Gdy tylko to sobie uświadamia biegnie w jej stronę. Znikąd na wodzie pojawia się motorówka.
C.D.N.
Mam nadzieję że sprostałam oczekiwania czytelnika i zawarłam tu jakiś dreszczyk niepewności. Trochę krótko ale następna będzie dłuższa. Czekam na komentarze. Miłego czytania :)
No właśnie o takie coś mi chodziło :D Super się czyta, i jest ten dreszczyk emocji którego brakowało mi wcześniej, z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój wydarzeń :D Pozdrawiam gorąco
OdpowiedzUsuńOj jak mi ulżyło ze sprostałam wyzwaniu :) Niedługo będzie kolejna część :)
Usuń