C.D.
Wszystko dzieje się jak w slow motion. Steve biegnie co sił w nogach. Padają strzały z karabinu maszynowego. Ann kilka razy podryguje i pada na ziemię bez ruchu. Z gardła komandora wydobywa się głośny krzyk i mimo iż nie ma to najmniejszego sensu wystrzelał w stronę odpływającej motorówki cały magazynek. Potem już tylko zostaje mu doczołgać się do rannej. Dziewczyna jest nieprzytomna i cała we krwi. Steve jest w stanie wywnioskować że krwawi z ramienia, uda i prawego boku. Bez namysłu bierze ją na ręce i wnosi do domu. Kiedy kładzie ją na kanapie Ann odzyskuje przytomność.
-Steve?- ma głos pełen bólu co dobija McGarrett 'a jeszcze mocniej. Czuje ogromną winę i z pewnością długo sobie nie zapomni tego zaniedbania.
-Ann. Leż spokojnie.
-Czy ja...
-Cii...- uspokaja ją. Sam nawet nie chce myśleć co może się z nią stać. - Będzie dobrze. Byłaś już w takiej sytuacji... Pamiętasz? Jesteś twarda. - próbuje przekonać i ją i siebie. Przed domem parkują dwa auta. Słychać zatrzaskiwane drzwi i dźwięk przeładowywanej broni. McGarrett biegnie sprawdzić sytuację. Dwóch uzbrojonych mężczyzn idzie w kierunku domu. Jeden z nich to znany McGarrett 'owi płatny morderca. Ross musiał zwiać, żeby wydać wyrok na swoją córkę. Steve wyjmuje swój telefon ale wyświetla się brak sieci. Szybko wraca do Ann i wyjmuje jej komórkę. niestety na niej też brak zasięgu. Muszą blokować ich sygnał - myśli Steve.
- Jak źle jest? - dziewczyna słabnie, ale wciąż ma przytomny umysł.
- Otoczyli dom. - wyjaśnia szczerze. Mimo jej stanu nie chce jej okłamywać.
- Garaż. W garażu jest moja impala. Naprawiłam ją. Za schodami jest zejście do garażu.- Steve szybko sprawdza to co Ann mu powiedziała i w kilka sekund komandor i ranna są w samochodzie.
- Nie będzie ci żal że rozwalę nim drzwi? - to pytanie ma na celu odwrócenie uwagi od jej stanu.
- Najwyżej zapłacisz za lakiernika. - Steve śmieje się i naciska pedał gazu.
-Schyl głowę. - wyjeżdża z piskiem opon taranując drzwi i samochód napastników. Ci strzelają do nich aż nie znikają za zakrętem. Jednak nie udaje im zbiec za daleko. Strzały przebiły oponę i przewód paliwa. Auto stanęło po przejechaniu nieco ponad dwie mile. Na szczęście odzyskali łączność. - Danny. - krzyczy do telefonu z ulgą. - Dopadli nas w domu Ann. Jest ranna. Nie dam rady dowieść jej do szpitala. Będziemy czekać na pomoc u mnie w domu. Pospiesz się stary. Jest naprawdę źle. - rozłącza się i porzuca samochód zabierając Ann na rękach do swojego domu.
Tam kładzie ją na sofie i barykaduje wszystkie wejścia. Przynosi całą broń jaką ma w domu, a jest tego sporo, kładzie na stole. Jedną sztukę podaje ledwo przytomniej dziewczynie.
- Ann, słyszysz mnie? - dziewczyna otwiera oczy ale widać ze słabnie z każdą minutą. - Wytrzymasz?
- A mam inne wyjście? - Ann bierze broń od McGarrett 'a i upuszcza na podłogę. - Przepraszam.
- Nic się nie stało. - uspokaja ją Steve, ciężko mu jest na to patrzeć.
- Dziękuję. Za to co dla mnie robisz.
- Spokojnie wyjdziesz z tego i podziękujesz mi kolacją.
- Mogę nie mieć okazji...
-Będziesz miała... zaufaj mi...
-Steve...-dziewczyna wskazuje na drzwi do tarasu. Tam przez plaże idzie mężczyzna. To Roy jest pewny siebie i właśnie przeładowuje broń. Steve bez namysłu wychodzi do niego trzymając go na muszce. Chce go trzymać jak najdalej od domu i Ann.
-Ross, rzuć broń. - rozkazuje ale ten wcale się tym nie przejmuje.- Powiedziałem...
-McGarrett przestań zgrywać obrońcę... źle się to dla ciebie skończy. - Jego broń jest wycelowana w komandora. - Jak myślisz ile razy zdołasz trafić tym swoim pistolecikiem kiedy ja pociągnę za spust swojego karabinu? - McGarrett czuje że jego szanse są znikome ale wciąż ma nadzieję że kawaleria lada chwila będzie na miejscu i wtedy to Ross będzie na przegranej pozycji. - Rzuć broń i oddaj mi moją córkę.
- Straciłeś prawo żeby ja tak nazywać kiedy pociągnąłeś za spust.
-Moja sprawa co robię z moim dzieckiem. Wiesz, nie powinieneś się tak zbliżać do niej w końcu ktoś może pomyśleć że coś do niej czujesz... albo ona do ciebie. -drwi. Steve przyjął to w widoczny dla Ross 'a sposób i ten teraz śmiejąc się mocniej trzyma swój karabin. - HA! Moja córeczka zawróciła w głowie wielkiemu komandorowi McGarrett 'owi. Nie do wiary. Teraz mogę ja skrzywdzić jeszcze bardziej, wystarczy że cię zabiję. - już ma pociągnąć za spust kiedy pada strzał tuż obok jego prawej nogi.
C.D.N.
No to kolejna cześć za wami. Oby dobrze się czytało. Komentarze bardzo mile widziane. Niedługo będzie następna (Mam wenę haha) :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz